środa, 27 sierpnia 2014

weekend w Krakowie i wystawa Stanleya Kubricka


hej!

jeżeli śledzicie mojego facebooka, wiecie, że ostatni weekend spędziłam w Krakowie. Głównym powodem mojej wizyty była wystawa Stanleya Kubricka w Muzeum Narodowym (a jeżeli sledzicie mojego facebooka dokładnie, to wiecie doskonale, że Kubrick jest reżyserem, którego darzę miłością absolutną od wielu, wielu lat:-)

wypad mogę zaliczyć do tych wyjątkowo udanych. Mimo nocnej przeprawy (7godzinnej!) pociągiem i deszczowej niedzieli, zaliczylam genialną wystawę, poszwędałam się, pobawiłam, odkryłam mnóstwo fajnych miejsc i....wymieniłam stare opakowania MACowe na nową szminkę :D (a co!:-)










:)


  

Lolita  




Mechaniczna Pomarańcza





2001: Odyseja Kosmiczna










Lśnienie







Barry Lyndon


Oczy szeroko zamknięte 



Mechaniczna! moja ulubiona! :)



Tak jak pisałam wcześniej, Kubrick towarzyszy mi od wielu lat (precyzyjnie rzecz ujmując od czasów liceum), to jego filmy oglądałam z moimi chłopakami, pisałam o nich prace na studiach (filmach, nie chłopakach:-), czytałam po nocach interpretacje jego dzieł, oglądałam w różnych etapach mojego życia. Jego filmy nauczyły mnie umiłowania do perfekcjonizmu, muzyki klasycznej, podziwu dla fotografii i pewnego artystycznego snobizmu (tak,przyznaję to bez bicia), ale wiem, że jeżeli ktoś zachwyca się Kubrickiem, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to osoba wyjątkowa i warta uwagi. Ta weekendowa podróż do Krakowa była dla mnie niezwykle sentymentalną podróżą do przeszłości i wielu pięknych wspomnień. Poza tym, Kubrick był kociarzem. Ja naprawdę kocham tego gościa :)


dzięki Stanley!


poniedziałek, 11 sierpnia 2014

co czytam? co oglądam?:-)

hej!

jeżeli cierpicie na filmowo-książkową posuchę, albo po prostu macie ochotę przeczytać o tym, co ostatnio obejrzałam lub przeczytałam (i  co, według mnie, warte jest uwagi), to serdecznie zapraszam na post :) 

FILMY


"Ona" to film bardzo smutny, demaskujący desperację ludzi, którzy pragną być kochani i zrozumiani. Filmów o dojmującej samotności jest multum, "Ona" wybiją się ich tle, gdyż desperacja głównego bohatera jest ostateczna. Theodor nie wplątuje się w toksyczny związek z kobietą, której nie kocha, tylko po to, by "być z kimś", Theodor nawiązuje relacje z bytem wirtualnym, z kobietą idealną, której jedyną wadą jest to, że nie istnieje. 

Wiele osób narzeka, że film się ciągnie i brak mu jednoznacznej puenty. Mnie tempo filmu bardzo odpowiada, nie ma tu wartkiej akcji (to fakt), ale bierność Theodora, poczucie bezradności i beznadziei bardzo koresponduje z powoli wykluwającą się fabułą. Wielki plus za muzykę. Nie polecam oglądać, jeżeli macie słaby okres w życiu ;-) 




"Koneser" to również film o samotności. O pustym życiu otoczonym pięknymi rzeczami. O wielkim pragnieniu miłości (również tej trochę nierealnej i wyidealizowanej) i wielkim rozczarowaniu. G E N I A L N Y Geoffrey Rush, chociażby dla niego warto jest ten film obejrzeć. Po obejrzeniu filmu nasunie się Wam jeden wniosek - nigdy nie ufaj nikomu bezkrytycznie i bezrefleksyjnie, ludzie to tylko ludzie i zawodzą. Bardzo często zresztą. 


Kolejny film Tornatore. Malena to dziewczyna obdarzona wielką urodą i wielkim nieszczęściem z niej wynikającym. Napis na plakacie głosi, że mężczyźni ją uwielbiali, a kobiety nienawidziły. To fakt (mało to feministyczne), ale kobiety w filmie Tornatore ukazane są w sposób karykaturalnie okrutny. Nienawidzą Maleny za jej urodę i za to, że w gruncie rzeczy jest dobrą kobietą, bardzo kochającą swojego męża. Nie zgodzę się natomiast, że mężczyźni ją uwielbiali - myślę,że nienawidzili jeszcze bardziej, ponieważ pozbawili jej jej własnego człowieczeństwa. Odhumanizowana Malena dla facetów w filmie była tylko ciałem, rzeczą do wykorzystania, biustem, nogami i włosami. Nikt o nią nie dbał, nie troszczył się bezinteresownie, była szykanowana,a w momencie największej tragedii opuszczona przez wszystkich. Jeżeli pożerający wzrok mężczyzn jest wyznacznikiem uwielbienia, to naprawdę nie mamy jej czego zazdrościć. 


KSIĄŻKI

\
przygody z panią Bator ciąg dalszy. O ile "Chmurdalia" była dla mnie absolutnie zjawiskową książką, o tyle "Ciemno, prawie noc" jestem w stanie określić jedynie jako książkę "dziwną". Chyba trochę jest dla mnie przekombinowana, bo tak naprawdę, mamy w tej książce wszystko - kryminał, duchy, pedofilię, wróżki, kocie opiekunki i industrialny Wałbrzych. Według mnie pomieszanie z poplątaniem i chociaż książkę czytało mi się (a właściwie pożerało) w tempie zastraszającym, to miałam z nią czasami problem. Język, polot, wyobraźnia i warsztat pani Bator, niezmiennie, zachwycające. 
Jakie jest Wasze zdanie? 


"Nie tylko pomarańcze..." Jeanette Winterson to nieznana mi pozycja dobrze znanej mi pisarki. Jeanette poznałam na studiach, pamiętam doskonale jak ogromne wrażenie zrobiła na mnie jej literatura. Po latach postanowiłam powrócić, a "Nie tylko pomarańcze" były strzałem w ciemno i strzałem, muszę przyznać, całkiem udanym. Na pewno nie jest to książka, która Was porwie, choć napisana jest wyjątkowo zgrabnie.  To historia raczej trudna, o dziewczynce, adoptowanej, wychowywanej w duchu ortodoksyjnej wiary. Matka-strażniczka dobrego, religijnego wychowania swojej córki, krzywdzi ją nie pozwalając chodzić do szkoły, spotykać się ze znajomymi, bawić się itp. Dziewczyna dorasta, dojrzewa, zaczyna odkrywać swoje potrzeby i źródło supresji. Sprawy komplikują się w momencie, kiedy odkrywa, że jest lesbijką. Resztę historii możecie sobie wyobrazić ;-)


a Wy co polecicie mi do obejrzenia lub przeczytania?


Asia


niedziela, 10 sierpnia 2014

ulubieńcy kosmetyczni!



 witajcie!

dzisiaj post typowo kosmetyczny. Dawno nie pisałam tu o kosmetykach, bo w ogóle nie czułam takie potrzeby - przez ostatnie miesiące przeszłam kosmetyczny detoks, a mój stosunek do nowinek drogeryjnych określiłabym jako mocno umiarkowany :)

poniżej kosmetyki, które towarzyszyły mi przez ostatnie miesiące i wybiły się na tle innych:



na nowo pokochałam perfumy Salvatore Ferragamo - Signorina. Delikatny, zmysłowy zapach, wyjątkowo piękny :) Ulubionym antyperspirantem okazała się być kuleczka z Garniera. Pięknie pachnie, chroni przed przykrym zapachem na kilka godzin, nie zawiera alkoholu, ani parabenów.



Różem po który sięgałam najczęściej był (a właściwie jest cały czas) róż z Astor. Bardzo przyjemna brzoskwinka, delikatna i bez drobinek. 


dużym zaskoczeniem okazał się być krem matujący i przeciw niedoskonałościom z Sephory. Kupiłam go w ciemno i właściwie bez większych oczekiwań. Krem sprawdza się naprawdę znakomicie, błyszczenie buzi jest ograniczone, nie podrażnia jej, nie pojawiają się żadne wykwity. Jest niezwykle wydajny! stosuję go od początku kwietnia i nadal się nie skończył :) Na pewno kupię go ponownie! 

 
 


ulubiony duet do demakijażu i tonizowania buzi. Mimo, że już dawno nie jestem Under Twenty, to tonik sprawdza się u mnie bardzo dobrze, najpewniej dzięki zawartości cynku. Płyn micelarny z Bielendy to po prostu pewniak, wydajny, skutecznie zmywa makijaż, to już moje kolejne opakowanie i zdecydowanie najbardziej ulubiony drogeryjny micel. W ogóle bardzo lubię Bielendę, ma fajne produkty.
 


kojarzycie olejek do kąpieli z Nivei? uwielbiam go, kojarzy mi się z wakacjami i słońcem. Jego jedyną wadą jest to, że jest bardzo drogi. Olejek z Isany to idealny zamiennik. Pachnie tak samo, tak samo natłuszcza skórę. Kosztuje poniżej 10 zł :D




kolejnym miłym zaskoczeniem jest szampon keratynowy z Joanny. Pisałam już na facebooku, że jest o tyle fajny, że nie muszę stosować po nim odżywki, aby rozczesać włosy. Poza tym, pięknie pachnie i niewiele kosztuje :) 





dwóch ulubieńców, o których zapomniałam.




świetny żel oczyszczający do twarzy z Sylveco. Rumianek łagodzi, oczyszcza pory, reguluje sebum. Używam go raz dziennie - rano. 




ukochana mgiełka z Bath & Body works. Piękny, ciepły waniliowy zapach. Dużo fajnych wspomnień :) 



i to wszystko!

wpadło Wam coś w oko?


Asia