sobota, 14 marca 2015

Maybelline - kredka Colossal Kajal vs. liner Master Graphic





cześć! 

dzisiaj mam dla Was wpis typowo kosmetyczny :) Od pewnego czasu testuję produkty Maybelline, kredkę kajal i liner w pisaku, które widzicie na poniższym zdjęciu. Oto kilka moich spostrzeżeń na ich temat.



Jedno wiem na pewno - kredki typu kajal (czyli kredki niezwykle mocno napigmentowane, oryginalne - arabskie, wyrabiane są z mieszanki ziół i dodatkiem ołowiu) są nie dla mnie. Kredka jest bardzo "brudząca" i dla osoby, której brak wprawy w posługiwaniu się tego typu kosmetykiem, makijaż może sprawić sporą trudność. Dodatkowo, demakijaż to prawdziwa zmora. Tarłam oczy chyba 10 minut, zanim udało mi się pozbyć produktu z powiek. Świadczy to bezsprzecznie o trwałości kredki, ale ja chyba aż takich wymagań nie mam :) Plusem jest niewątpliwie fakt, że czerń kredki jest niezwykle głęboka :)





Natomiast absolutnym zaskoczeniem jest dla mnie liner Master Graphic. Przyznam, że na początku kształt główki flamastra wydał mi się nieco toporny i problematyczny w przypadku bardzo precyzyjnej kreski - nic bardziej mylnego :) Co prawda, wykonanie mega cienkiej kreski wymaga nieco ekwilibrystyki, ale na pewno nie jest niemożliwe. Dużo fajniej i łatwiej natomiast wychodzą graficzne, dość grube (ale precyzyjne) kreski, a właściwie "przeciągnięcia" wzdłuż linii rzęs. "Jaskółkę" (cienka lub grubszą - według uznania) wykonuję koniuszkiem flamastra. Jestem bardzo, bardzo zadowolona! Makijaż oka jest bardzo trwały (ale zmyć go można bez problemu:-), nie odbija się na dolnej powiece. Liner w pisaku to rzecz bardzo poręczna i myślę, że znacznie łatwiejsza w obsłudze, niż linery z bardzo cienkimi końcówkami. 

jednym słowem - polecam :) 



 
od lewej: kreska wykonana linerem, obok - nieco rozmazana kreska kredką kajal






Podsumowując, liner to jednak liner, zawsze dużo łatwiej "współpracowało" mi się z nim niż z kredkami, różnej maści :) 

Stosowałyście któryś z tych kosmetyków? czym wolicie wykonywać kreskę? linerem czy kredką? 


buziaki,

Asia

środa, 14 stycznia 2015

ulubieńcy ostatnich miesięcy? chyba tak....:-)







witajcie :)

dziś, po kosmicznie długiej przerwie, zjawiam się tu z nowym postem. Prawdę mówiąc, nawet nie wiem od czego zacząć, zapomniałam już jak się bloguje :)

post o tematyce może mało wyszukanej, ale ulubieńcy to zawsze bezpieczny punkt wyjścia :)

zatem, zaczynamy!  





1. moje małe odkrycie zeszłego roku - Himalaya Herbals, lekko złuszczający peeling do cery tłustej z dodatkiem orzecha włoskiego. Przede wszystkim, uwielbiam go za konsystencję - jest bardzo gęsty, niczym balsam, grudki peelingowe są właściwie niewyczuwalne, a człowiek nie ma poczucia, że trze sobie twarz papierem ściernym :) Złuszczanie jest faktycznie bardzo niewielkie, świetnie radzi sobie z resztkami makijażu. Buzia po peelingu jest delikatna i miękka :) 





2. jestem absolutnie zakochana w tym różu. Satin Blush z Eveline Cosmetics to produkt wysokopółkowy o drogeryjnej cenie :) i ten odcień! idealna, żywa, bardzo intensywnie napigmentowana, soczysta brzoskwinia, miodzio :)






3. dla mnie to kosmetyk kultowy. Nie wiem, które to już moje opakowanie :) dobrze matuje, nie robi z buzi maski, nie bieli skóry, jest kompletnie transparentny. Polecam :)





4. perfumy to szalenie indywidualna sprawa, ja mam w swojej kolekcji kilka flakonów takich, które przez wielu uważane są za kompletne śmierdziuchy ;) nie wiem jak w przypadku Le Parfum Elie Saab, ale według mnie to jedne z piękniejszych, niezwykle zmysłowych perfum jakie miałam kiedykolwiek przyjemność nosić :) 




5. przed Wami duet, który uratował moje włosy :) Spray Seboradin z czarną rzepą oraz suplement diety z Doppelherz (stosowane regularnie - 2 tabletki dziennie, sprawy wcierałam w skórę głowy (co ważne!) co 3 dzień) w znaczący sposób zminimalizowały wypadanie moich włosów :)





6. ten produkt to mój absolutny faworyt :) Tonik hibiskusowy z Sylveco nie tylko uzupełnia demakijaż i nawilża skórę, według mnie działa on jak najlepsze serum hialuronowe :) Buzia jest bardzo miękka, delikatna, optymalnie wypieszczona. Ja stosuję rano i wieczorem, tonik jest gęsty i wyjątkowo wydajny. Polecam!






to ostatnie zdjęcie stanowi jedynie posumowanie mojego nastroju, niezmiennie towarzyszącego mi od kilku miesięcy :) Nie wiem czy to kwestia pogody, czy mojej nieodkrytej, jak dotąd, melancholijno-domatorskiej strony, ale z wielką gorliwością oddaję się ostatnio lekturze, kawie, kotu, filmowym wieczorom pod kocem i takim oto refleksyjnym widokom. I jest mi fajnie :)



do zobaczenia,

Asia

środa, 27 sierpnia 2014

weekend w Krakowie i wystawa Stanleya Kubricka


hej!

jeżeli śledzicie mojego facebooka, wiecie, że ostatni weekend spędziłam w Krakowie. Głównym powodem mojej wizyty była wystawa Stanleya Kubricka w Muzeum Narodowym (a jeżeli sledzicie mojego facebooka dokładnie, to wiecie doskonale, że Kubrick jest reżyserem, którego darzę miłością absolutną od wielu, wielu lat:-)

wypad mogę zaliczyć do tych wyjątkowo udanych. Mimo nocnej przeprawy (7godzinnej!) pociągiem i deszczowej niedzieli, zaliczylam genialną wystawę, poszwędałam się, pobawiłam, odkryłam mnóstwo fajnych miejsc i....wymieniłam stare opakowania MACowe na nową szminkę :D (a co!:-)










:)


  

Lolita  




Mechaniczna Pomarańcza





2001: Odyseja Kosmiczna










Lśnienie







Barry Lyndon


Oczy szeroko zamknięte 



Mechaniczna! moja ulubiona! :)



Tak jak pisałam wcześniej, Kubrick towarzyszy mi od wielu lat (precyzyjnie rzecz ujmując od czasów liceum), to jego filmy oglądałam z moimi chłopakami, pisałam o nich prace na studiach (filmach, nie chłopakach:-), czytałam po nocach interpretacje jego dzieł, oglądałam w różnych etapach mojego życia. Jego filmy nauczyły mnie umiłowania do perfekcjonizmu, muzyki klasycznej, podziwu dla fotografii i pewnego artystycznego snobizmu (tak,przyznaję to bez bicia), ale wiem, że jeżeli ktoś zachwyca się Kubrickiem, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że to osoba wyjątkowa i warta uwagi. Ta weekendowa podróż do Krakowa była dla mnie niezwykle sentymentalną podróżą do przeszłości i wielu pięknych wspomnień. Poza tym, Kubrick był kociarzem. Ja naprawdę kocham tego gościa :)


dzięki Stanley!