sobota, 23 lipca 2011

Pierwsze wrażenia po stosowaniu tuszu False Lash Effect Fusion (Volume & Length) firmy Max Factor

Oj, ile ja już maskar w swoim życiu przerobiłam... sporo, naprawdę sporo. Sięgałam po najróżniejsze - były średnie pólki, niskie, wysokie, polecane i sprawdzone, jak i te kupowane zupełnie na "ślepo". Jednak każda posiadaczka, powiedzmy sobie szczerze, rzęs całkiem marnych wie, że nawet tusze z najwyższych półek wcale nie muszą być gwarantem efektu, który chciałybyśmy osiągnąć. Od czasu kiedy zaczęłam stosować Lash Queen Heleny Rubinstein myślałam, że moje modlitwy do bogów o cudne rzęsy w końcu zostały wysłuchane i że idealny tusz niczym Święty Gral został odnaleziony. Tusz - faktycznie, jest wspaniały, jednak cena (120-140 zł)...oj, z tym już gorzej.
Parę dni temu, zupełnie przypadkiem, natrafiłam na tusz, który przede wszystkim przykuł mój wzrok kolorem (ach te fiolety!) i obniżoną ceną ( w Rossmanie kosztował mnie on 39zł). Powiem szczerze, używam go od zaledwie paru dni, ale wiem, że będzie to mój ukochany kosmetyk i godny (i duuuuuuużo tańszy) następca Lash Queen. Oto moje spostrzeżenia:

  • pięknie podkręca moje zabójczo proste rzęsy
  • wydłuża
  • nie klei rzęs, nie tworzy grudek jeżeli jest starannie nałożony, ja mam czasem z tym problem, zwłaszcza kiedy się spieszę :P
  • całkiem nieźle pogrubia (moje rzęsy są naprawdę cienkie) 
  • można wypracować nim dowolny efekt - od bardzo delikatnego, po dramatyczny wręcz look rzęs
  • nie podrażnia moich oczu, co przy różnych tuszach niestety się zdarzało
  • nie kruszy się
  • nie odbija się, nie tworzy efektu pandy!!!! (DiorShow Blackout odbijał się niemiłosiernie, panda za 120 zł? no hello!) 
  • radzi sobie nawet z najkrótszymi rzęsami
  • pieknie "otwiera" oko :)
  • jest trwały - miewałam takie tusze, które po godzinie magicznie znikały z rzęs (wtf?!)
Jednym słowem - świetny tusz!! Póki co, nie odnotowałam absolutnie żadnych wad, a mnie naprawdę ciężko w tej kwestii zadowolić. Słyszałam, że podobno szybko wysycha, na dzisiaj nie mam takiej wiedzy, więc nie mogę się do tego ustosunkować :)

a tu parę moich fotek:

niepomalowane oko, lekko muśnięte tuszem Max Factor: 





a tu oko pomalowane: tusz MF, kredka brązowa Bourjois, paint pot Bare Study z Mac. Haha, nie mogę z mojego wystraszonego oka :D prawie jak w Psychozie u Hitchcocka :))


Ściskam Was :*

12 komentarzy:

  1. Mówisz, że podkręca dobrze... przekonałaś mnie ;D Wciągam na listę!

    OdpowiedzUsuń
  2. oj tak, ten tusz jest cudowny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. może kiedyś zdradzę Maybelline i się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. czemu kasujesz komentarze!!!???

    OdpowiedzUsuń
  5. że co robię? ;-) nie kasuję, ale chyba zacznę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. ale jak mogłam kasować Twoje komentarze skoro one tu są? więc sama nie ściemniaj ;-)
    genderka - osoba zajmująca się gender studies, google znamy ? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. ooo tak, kocham ten tusz ;-))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak ściągnę swoje doczepiane rzęsy to na pewno kupię właśnie ten!

    Dodaję do moich tajnych obserwacji! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. kusi mnie ten tusz..
    od jakiegoś czasu śledzę Cie na YT.
    jesteś miłą i sympatyczną osóbką :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluje bloga! :)
    Dzieki za to, ze poza Twoim kanalem na yt dostarczasz mi wiecej powodow do ociagania sie z pisaniem doktoratu, ehehe...;/
    Jesli chodzi o tusz - co powiesz o jego zmywalnosci?
    Pozdrawiam,
    Mwah!

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarz!