sobota, 3 września 2011

hiszpański haul, część II

Hej piękne!
Po ostatniej mini aferze pod moim filmikiem zakupowym, postanowiłam, że część drugą haulu pokażę Wam na blogu. Cała akcja była dla mnie żenująca i szczerze powiem, że nie mam ochoty na ciąg dalszy tej wątpliwej rozrywki. Wiem również, że było gros dziewczyn, które haul chciały zobaczyć i to właśnie dla nich powstaje ten post :) Kochane, do meritum. Zakupy oszałamiające nie są, jest ich właściwie garstka, ale z wszystkich tych rzeczy jestem baaaaardzo zadowolona :) Ogólnie shopping hiszpański zaliczam do najbardziej udanych w moim życiu :) Jako ciekawostkę dodam, że spacerując po Barcelonie nie zauważyłam (lub po prostu jakoś wybitnie nie wypatrywałam, pozostając pod urokiem miasta i zabytków :) żadnej, absolutnie żadnej drogerii. Wiem, że na pewno była jedna w centrum handlowym przy porcie, ale nawet do niej nie zajrzałam. W związku z tym nie mam w swoich zbiorach żadnej drogeryjnej zdobyczy (nad czym teraz trochę ubolewam), a największe zakupy kosmetyków pielęgnacyjnych zrobiłam w sklepie Rituals.


a to balsam cudotwórca o wdzięcznej nazwie "Mandarin Delight", w skład którego wchodzą słodkie mandarynki i świeża mięta. To od tego balsamu wszystko się zaczeło, był to mój pierwszy zakup w Rituals i jak się później okazało nie ostatni :) Fenomenalnie nawilża skórę spieczoną słońcem, a zapach jest dokładnie taki jakbyście w garści ściskały mieszankę mięty z sokiem z mandarynki. Bomba!



Kolejna rzecz, której nie mogłam się oprzeć był peeling "Himalaya Wisdom". Dodatkowym atutem był fakt, że peeling był przeceniony, a trzeba dodać, że kosmetyki Rituals do najtańszych nie należą. W rezultacie za 10 euro dostałam 265 gramów fantastycznego peelingu, który orzeźwia i detoksykuje skórę. Zapach obłędny!


Perfumy były kwestią dyskusyjną. Zapach chodził za mną prawie tydzień i po prostu czułam, że nie mogę wrócić bez niego do Polski. Sam skład nie jest niezwykle zaskakujący - połączenie wanilii i pomarańczy to raczej mało egzotyczny miks, natomiast to w jaki sposób przeobraża się po zetknięciu ze skórą jest niesamowite! Ponadto, perfumy te mają w sobie tę niezwykłą właściwość, że na każdej skórze pachną inaczej :) I love it!
Już od pewnego czasu czaiłam się na kremy Biotherm. Parę lat temu używałam żelu Aquasource, z którego byłam ogromnie zadowolona i to właśnie z zamiarem kupna żelu udałam się na stoisko Biotherm w el Cortes Ingles. Pani obsługująca stoisko (niemówiąca kompletnie po angielsku) zarekomendowała mi kupno nowości (ma zawierać składniki naturalne), której celem jest intensywne nawilżenie skóry. Wybrałam sobie krem na noc (na dwa kremy nie mogłam sobie pozwolić) i muszę przyznać, że jestem zachwycona, twarz jest w lepszym stanie,a stopień nawilżenia w pełni mnie satysfakcjonuje :)

portfel i bransoleta :) portfel w gwiazdki kupiłam na targu w naszym miasteczku bodajże za 5 euro, natomiast bransoleta łącząca w sobie trzy kolory nadchodzącego sezonu - fiolet, złoto i morski (którego niestety nie uchwyciłam:()- zakupiona w Bershce za 10 euro.
a to zakup w aptece (przy okazji wykupowania antybiotyku). Musiałam osłodzić sobie moją traumę ugryzieniową i w związku z tym sięgnęłam po balsam do ust. Kochane, był to strzał w 10! sam balsam kosztował 1,50 euro, ma świetny posmak ananasa i genialnie natłuszcza usta, co w takim upale było bardzo ważne!!
i ostatnia rzecz - zawieszka-kluczyk. Nie jest to oczywiście prawdziwe złoto, a sam kluczyk wykonany jest najprawdopodobniej z cyrkonii, niemniej, niezwykle mnie zauroczył (właściwie nas - mnie i moją mamę, która nosi go teraz non-stop:). Na opalonym dekolcie wygląda fenomenalnie. Zakupiony w naszym miasteczku, Santa Susanna.

Ok, to byłoby na tyle. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego, że filmik nie powstanie, proszę o zrozumienie :) Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, jak zawsze czekam :) 
A jak z Waszymi wakacyjnymi łupami? :)
Buziaki,
asia

17 komentarzy:

  1. Nie przejmuj się głupimi komentarzami, niektórzy nie mają co robić w internecie :) Bardzo fajne zakupy, poszukam tych balsamów do ust jak będę w Hiszpanii.

    OdpowiedzUsuń
  2. huhuhu :) jestem ciekawa jak pachną perfumki:)
    a kluczyk jak jestes taka opalona faktycznie musi super wygladac :))
    Buziak;*

    OdpowiedzUsuń
  3. no no , ciekawe zakupy :)
    a kluczyk uroczy!!

    OdpowiedzUsuń
  4. kluczyk jest śliczny,zakupy po prostu rewelacja,wszystko mi się podoba :) zapraszam do mnie http://colax1992.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Po przeczytaniu notki poleciałam na YT przeczytać też komentarze - kobieto, nie przejmuj się nimi! Ci co to wypisują to po prostu nigdzie prawie nie jeżdżą i nie wiedzą jaki za granicą jest przelicznik! Dla nich 10euro to plus minus 40zł, nie dociera do nich, że u nas za to można kupić dużo, a za granicą 10euro to kurcze jakaś głupia kawa czy inny drobiazg. Nie każdemu łatwo zrozumieć, że już prędzej powinno się na to patrzeć jak 10euro=10złotych, taki przelicznik bardziej odzwierciedla zagraniczne ceny... no ale nie spodziewajmy się cudów, niektórzy są ciemni i tacy już zostaną, nie przejmuj się tym!
    Co do zakupów - super! Najbardziej zazdroszczę tego mandarynkowego balsamu - ubóstwiam takie zapachy! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. gratuluje owocnych zakupow, zazdroszcze tego balsamu i peelingu! a z tej calej afery wynika pewna ciekawa rzecz, patrz jak to ludziom sie nudzi ze zamiast obejrzec po prostu filmik to tylko czekaja zeby wylapac i pozniej wypomniec ci cene! nierozumiem tego kompletnie! owszem zgodze sie ze w przeliczeniu euro na zł to rzeczywiscie w polskim skelpie moze i drozej, ale za granica to normalna cena i niektorzy powinni to wreszcie zrozumiec....

    ale szkoda gadac, pozdrawiam cie cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zawsze za granicą w drogeriach mam problem decyzyjny bo jest tyle nieznanych i interesujących produktów że chciałabym je wszystkie ! I zazwyczaj wracam z niczym lub zapachem kupionym pośpiesznie na bezcłówce. :(
    Gratuluję super zakupów i mam nadzieję że dasz jeszcze znać jak się sprawdza ten kremik z Biotherm.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. otagowałam cię :)
    szczegóły na moim blogu swiatedki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne zakupy:) Mnie najbardziej zaciekawił peeling :) A kluczyk coś fajnego, ostatnio szukam ciekawej zawieszki bo dostałam na urodziny złoty łańcuszek:)

    OdpowiedzUsuń
  10. zostalas przeze mnie otagowana. zapraszam do zabawy

    http://makeup-tibby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo udane zakupy :) Ja na wyjazdach też szaleję z zakupami, ale nie pod kątem przypadkowości - raczej mam z góry jakieś upatrzone rzeczy (tak jak Ty Biotherm) i chętnie sięgam po produkty dostępne łatwo w danym kraju, ale już gdzie indziej niekoniecznie. W ogóle bardzo się cieszę, że do Ciebie trafiłam (przypadkowo!) na bloga (oglądam Cię na YT pod innym pseudonimem). Od początku czułam jakąś nić porozumienia ;) (też jestem po fil. ang. i też badałam tematykę gender (oraz queer)). Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. też mam kluczyk na łańcuszku tyle że srebrny ;)
    Nie rozstaje się z nim :D

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarz!