czwartek, 27 października 2011

zapowiedź nowego filmiku :)

Hej ho!


a oto przed Wami stoją bohaterzy najnowszego filmu na mym kanale :)



kto ma pomysł o czym będzie filmik? :))))))

ściskam,
wasza asia

środa, 26 października 2011

eko powidła - eko pycha!

Hej kochani,

dzisiaj post trochę z innej beczki, a mianowicie z beczki kulinarnej :) jestem typem człowieka, który wprost uwielbia różnorakie dżemy, marmolady, konfitury, powidła itp. Będąc dzisiaj w Carrefourze nie mogłam nie udać się do działu właśnie z tymi przysmakami i zupełnie przypadkiem moją uwagę przykuły ekologiczne powidła śliwkowe firmy Symbio.


jak widać skład jest naprawdę super, żadnych ulepszaczy i konserwantów. Jedynie śliwki i cukier trzcinowy :)



mniam, nic tylko pałaszować :) chleb razowy + powidła śliwkowe = pycha!

Jedynym minusem jest cena. Przy gramaturze 240 gramów zapłaciłam za powidła prawie 8 zł, to naprawdę bardzo dużo. Smutne jest to, że dzisiejszym świecie człowiek musi płacić krocie za produkty naturalne, a firmy produkujące żywność ekologiczną zbijają na nas niezłą fortunę :( 

lubicie żywność eko? 

ściskam,
asia

niedziela, 23 października 2011

uwaga! bubel!

Hej dziewczyny!

Na wstępie posta chciałam Wam ogromnie podziękować za wsparcie, którego udzieliłyście mi pod moim ostatnim wpisie. Każda wiadomość od Was była dla mnie powodem do wielkiego uśmiechu i tak naprawdę dzięki całej tej sytuacji zdałam sobie sprawę z tego, że nie warto przejmować się jednostkami, kiedy otacza mnie tyle fantastycznych osób. Dzięki! I obiecuję, że już nie będę smęcić :P

No ale do meritum, parę dni temu, będąc w Tesco, kupiłam sobie masło do twarzy i ciała marki Cztery Pory Roku. Bez bicia przyznaję się, że nie miałam nigdy produktu tej firmy i kupowałam totalnie w ciemno (jak to Asia ma w zwyczaju :). Skusiła mnie przede wszystkim niska cena (ok. 7zł) i fajna kompozycja zapachowa - pomarańcza i masło mango. Ponadto, poszukiwałam czegoś bardziej treściwego niż zwykły balsam do ciała, więc słówko "masło" podziałało na mnie jak wabik.

Dobra, przyznam Wam się, że opakowanie też mnie zachęciło :P wiem, że to porażka, bo w końcu opakowanie to naprawdę podrzędna sprawa, jednak jestem totalną sroką i jeżeli coś połechce mnie estetycznie to przeważnie szanse takiego produktu na to by wylądować w moim koszyku rosną. Załamka!


Składniki aktywne:


* masło shea i mango

*olej kokosowy

*Ekstrakt z papai

O czym zapewnia nas producent?


*Masło do twarzy i ciała o bogatej, kremowej konsystencji. Intensywnie nawilża, natłuszcza i regeneruje skórę. Zawiera naturalne oleje i masła o działaniu nawilżającym, zmiękczającym i pielęgnacyjnym. Przeznaczone do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju skóry, nawet bardzo suchej.


No więc tak... pierwsza rzecz, która automatycznie dyskwalifikuje to masło jako przyjemne w użytku jest jego zapach, a raczej... SMRÓD. Masło nie pachnie ani pomarańczami, ani mango, ani kokosem, ani papają. Napiszę prosto i bezpardonowo - wali ohydnym syropem na kaszel. To i tak ogromny eufemizm z mojej
strony :)

Poza tym, według mnie nie jest to do końca konsystencja masła. Może to przez te oleje, które są w nim zawarte, ale mam wrażenie, że produkt ten jest bardziej kremowy niż "masłowy".



Nie wiem też co sądzić o efekcie 'zniewalającego' nawilżenia, który tak ładnie na etykietce opisuje producent.  Według mnie, przy skórze bardzo suchej masło absolutnie nie zdałoby egzaminu, na pewno nie nawilżyłoby tej skóry w zadowalającym stopniu. U mnie z tymi najbardziej przesuszonymi miejscami, czyli kolanami i łokciami nie radzi sobie zupełnie. Natomiast inne partie ciała (a zastrzegam, że moja skóra raczej nie jest sucha, jest normalna) nawilża całkiem w porządku. Chociaż i tak nie mogę znieść tego zapachu :)


skład, jak widać, też nie za ciekawy. Niestety nadal łapię się na tym, że nie spojrzę na skład przed dokonaniem zakupu :(

Mam nadzieje, że przyda Wam się moja recenzja :) Totalnie odradzam kupno tego "masła", nie jestem z niego zadowolona i powiem szczerze, że zużywanie go to dla mnie organoleptyczna katorga :)

ściskam,
asia

piątek, 21 października 2011

o niczym

wiecie co? nie jestem może typem super-hiper wrażliwca, ale czasem, ot tak po prostu po ludzku, robi mi się przykro. Może to nic nadzwyczajnego, może drobnostka, może nie wypada się tak uzewnętrzniać i może nikt nie przeczyta tego posta (najprawdopodobniej), ale najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się dzisiaj przykro.

Totalnie nie rozumiem niektórych ludzi, a dokładnie takich, którzy szukają najmniejszego pretekstu, byle tylko się do czegoś doczepić i sobie ponarzekać "bo nie tak się odpowie", "bo nie takiego słowa się użyje", "bo nie tak się napisze", "bo nie tak się podrapie po nosie", zaczynam czuć się jak w Psychozie!!

może najlepiej byłoby po prostu przerzucić się na bloga i  przestać się stresować tym, że znowu zrobi się coś "nie tak". Wiem, że tak jest i że tak będzie zawsze, ale czy naprawdę warto jest ciągle sobie coś wygadywać? Po co to ? :)

Czas posłuchać 'The Rain Song'.

Śpijcie dobrze,
asia

środa, 19 października 2011

małe i duże zakupy

Co to dużo mówić? Lubię zakupy :)))))))

sweterek ze Stradivariusa, zabił mnie kolor :) oprócz niego był również w odcieniu wściekłego różu. Kosztował ok 100zł. 

malutka torebeczka z New Looka w trudnym do określenia dla mnie kolorze. Pięknie wygląda do mojego jesiennego fioletowo-chabrowego płaszczyka. Kosztowała 49zł. 


pierścionek z Parfois. Według mnie jest przepiękny. Kosztował 19.90 zł. 


wreszcie jest! moja ukochana cytrynka :) wczoraj pierwszy raz zaparkowałam w naszym garażu (do którego wjazd jest mega trudny), nawet nie wiecie jak mnie duma rozpierała :) Uwielbiam jazdę samochodem!

Jak Wam się podoba mój mini haul? W nocy będę wgrywać nowy filmik, gadam w nim trochę o rozdaniu i pokrótce recenzuję żelowy podkład Rimmel. 

buziaki,
asia

wtorek, 18 października 2011

ważna sprawa, ważny cel

Kochane, 

dzisiaj na poważnie i o poważnych sprawach. Los zwierząt nigdy nie był mi obojętny, na ile jest to możliwe zawsze próbuję angażować się w akcje mające na celu walkę o prawa i dobro zwierząt. Parę dni temu jedna z moich widzek przekazała mi informację dotyczącą pewnej kampanii organizowanej przez Trilogy, której celem jest ratowanie orangutanów na Borneo. Wiem, że temat może wydawać się Wam odległy, ale gdy zastanowimy się z jakim okrucieństwem spotykają się bądź co bądź nasi najbliżsi człekokształtni krewni, myślę, że natychmiast uaktywnia się w nas chęć pomocy. Jedyne co musicie zrobić to wpisać swoje imię, a wówczas firma Trilogy przekaże dolara na rzecz fundacji zajmującej się ochroną orangutanów. Oczywiście Wy nic za to nie płacicie!





WAŻNE LINKI: 


blog, na którym znajdziecie szczegóły dotyczące całej akcji: 


http://www.thetruthaboutbeauty.co.uk/charitable-concerns/help-save-orangutans-in-borneo-with-trilogy.html

oficjalna strona Trilogy:


www.trilogyproducts.com/


tutaj wpisujecie swoje imię:


http://pledge.trilogyproducts.com




mam nadzieję, że pomożecie, jeden dolar to ok. 3 złotych, niewiele, a jak wiele może zdziałać!!!


asia

help!

hej dziewczyny,

dzisiaj post nietypowy, bo zwracam się do Was o pomoc! przy okazji porządków w szafie wygrzebałam taką oto "narzutkę" z Topshopu. Kupiłam ją już jakiś czas temu i totalnie o niej zapomniałam. Niewątpliwie jest to jedna z najładniejszych rzeczy jakie posiadam i trochę mi smutno, że tak zalega w szafie :( Natomiast mój problem polega na tym, że totalnie nie mam na nią pomysłu, nie wiem z czym ją zestawić, jak dobrać do niej kolory innych ciuchów żeby wszystko ładnie się komponowało. Może Wy macie jakieś pomysły?




Jak widzicie, narzutka ma naprawdę przepiękne zdobienie na plecach, jest ono wykonane z delikatnej koronki, której łączenia stanowią urocze kwiatki. Materiał na rękawach i przodzie jest bardzo delikatny, dokładnie nie wiem co to, dawno wycięłam już metkę. 

Zupełnie nie mam pomysłu na ten ciuch, nie wiem na jakie okazje się nadaję i mam wrażenie, że totalnie nie pasuje do ubrań, które mam. Może Wam wpadnie do głowy jakaś ciekawa propozycja? 


czekam!
asia

poniedziałek, 17 października 2011

TAG: Tell me about yourself award

Hej ho!

dzisiaj zapraszam Was na tag, pierwszy tutaj na blogu :) no to jadziem!



Zasady:
- napisz kto przyznał Ci nagrodę 
- napisz 7 przypadkowych faktów o sobie
 - nominuj 15 blogerek 

Zatagowała mnie Katalina, dzięki kochana! (prawdopodobnie ktoś już wcześniej wytypował mnie do tego tagu, nie pamiętam niestety, wybaczcie mi proszę!!)


1. Z moim partnerem poznałam się w pubie (romantycznie, co nie? :P) i podobno to ja go podrywałam, ha! Asia zdobywca :D


2. Podoba mi się męski styl u kobiet (garnitury, mokasyny,  marynarki, luźne spodnie, obszerne koszule), nigdy jakoś szczególnie nie byłam zafiksowana na podkreślanie "kobiecości" w takim najbardziej stereotypowym pojęciu (szpilki, spódniczki, dekolty itp.), choć nie mówię, czasem i na to mam fazy :)


3. Uwielbiam podróżować, przemieszczać się, nie wysiedzę za długo w jednym miejscu, jeżeli mam możliwość - pojadę wszędzie, choćby jutro do Buenos Aires :P jakiś sponsor? :P


4. Miałam kiedyś ogromną zajawkę na kulturę żydowską.


5. Skończyłam dwie specjalizacje na filologii angielskiej: "film, media, teatr" i nauczycielską. 


6. Jestem feministką i... kocham facetów :) 


7. Moją najlepszą i zarazem jedyną przyjaciółką jest moja mama. 


Kochane moje, taguję wszystkie z Was które mają ochotę zrobić ten tag, nie chcę nikogo konkretnego wymieniać, bo możliwe, że wszystkie z Was już go zrobiły i że to ja uporałam się z nim jako  ostatnia. Zapraszam do zabawy!

ściskam,
asia

sobota, 15 października 2011

tajemnica dobrego humoru

Często pytacie mnie co robię, że jestem pogodna, wesoła, tryskam energią, mam pozytywne nastawienie do świata. Rzecz jasna to nie jest tak, że Asia chodzi 24/7 uśmiechnięta od ucha do ucha, o nie nie :) Mam swoje ups and downs - tak jak każdy. Podczas tych gorszych chwil, zawsze próbuję się uspokoić, odrzucić emocje, marazm i skupić na zdaniu, które powtarzam niczym mantrę: "będzie dobrze". W uzyskaniu takiego spokoju i harmonii pomaga mi jedna z najpiękniejszych piosenek Led Zeppelin. Oto i ona The Rain Song  :)  najlepszy sposób na poprawę humoru :) powodzenia!


ściskam,
asia

czwartek, 13 października 2011

pierścionkowo :)

Hej :)

Lubię biżuterię, jestem typową biżuteryjną gadżeciarą i może nie obwieszam się milionami ozdób, ale nie lubię wychodzić z domu zupełnie bez żadnej pierdółki. Jeszcze rok, dwa lata temu byłam totalnie antypierścionkowa, nie lubiłam, uważałam to za mało praktyczne, natomiast chyba odkąd zaczęłam oglądać filmiki na youtube i obserwować różnorakie precjoza na dłoniach dziewczyn zobaczyłam jak pięknie mogą prezentować się pierścionki. Moja kolekcja nie jest zabójczo obszerna, ale zapewniam Was, jej rozmiary ustawicznie rosną :))))
a jak je przechowuję? muszę je widzieć, w przeciwnym wypadku zapominam, że w ogóle je mam :)



a Wy jak przechowujecie swoje skarby?

buziak,
asia


wtorek, 11 października 2011

judgement day :) Kosmetyki firmy AA OCEANIC, seria dla skóry wrażliwej 20+

Czas najwyższy napisać parę słów o produktach przesłanych mi przez firmę AA. Kosmetyki testuje mniej więcej od miesiąca - jedne dłużej, inne trochę krócej. Filmik z recenzją powinien niedługo się pojawić na moim kanale, a ja tym czasem pokrótce w notce przedstawię Wam moje wrażenia.

1. Wielki plus za to, że kosmetyki są ekologiczne, nie posiadają w swoim składzie alergenów, parabenów i sztucznych barwników.


2. Cena- kosmetyki AA nie powalają ogromnymi cenami, według mnie dostajemy naprawdę porządne kosmetyki pielęgnacyjne w bardzo przystępnej cenie.


3. Skład- świetne połączenie organicznej wody z bławatka, pestek dyni, masła karite i gliceryny.


4. Przyjemny, delikatny, niedominujący zapach.



  • Moim niekwestionowanym faworytem całego zestawu jest płyn micelarny. Świetnie poradził sobie z demakijażem skóry i oczu, nie pozostawił smug, nie podrażnił. Uwielbiam wszystkie micele firmy AA, uważam, że są to najlepsze i najbardziej korzystne cenowo płyny micelarne dostępne na rynku. Pojemność: 250 ml. 

to już niestety puste opakowanie, obecnie używam micela z serii dla skóry bardzo suchej z dodatkiem kwasu hialuronowego, również jest fantastyczny!!




  • Kolejny produkt w którym się zakochałam to rozjaśniająco-nawilżający krem pod oczy. Używam go i na noc i na dzień, fajnie się wchłania i cudownie relaksuje moje przesuszone okolice oczu. W sumie nie wiem czemu nie wylądował w ulubieńcach września, wiem na 100%, że nie będzie to moje ostatnie opakowanie. Pojemność: 15 ml. 

  • Niestety totalnie nie sprawdził się u mnie nawilżający żel do mycia twarzy. Jest to produkt dla mnie stanowczo za delikatny i nie nadający się zupełnie do pielęgnacji skóry tłustej. Wydaję mi się, że ten żel były idealny dla wrażliwców o cerze suchej, ewentualnie mieszanej, ale jeżeli o mnie chodzi, moja skóra dobrze czuje się po żelach mocnych, takich jak np. Vichy Normaderm. Plusem żelu z AA jest niewątpliwie to, że nie przesusza i delikatnie wygładza. Polecam gorąco osobom o cerze suchej, odradzam osobom o cerze tłustej. Pojemność: 150ml. 

  • Kolejnymi produktami były kremy na dzień i na noc. Kremów, szczerze powiedziawszy, byłam najbardziej ciekawa i zadowolenie moje jest połowiczne.




  •  Aktywnie nawilżający krem na dzień sprawdził się mi fenomenalnie, według mnie jest idealnym kremem dziennym dla "tłuściochów" - nawilża skórę, ale nie wzmaga błyszczenia, odżywia, ale nie zapycha. Jest to krem lekki, o fajnej zbitej konsystencji, dobrze rozprowadzający się. Nie przeciąża naszej skóry, delikatnie ją zabezpiecza przed czynnikami zewnętrznymi, skóra po nim wygląda ładnie i świeżo. Ponadto dobrze sprawdza się jako baza pod makijaż. Z pewnością zakupię go ponownie. Pojemność: 50ml. 

  • Niestety krem na noc trochę mnie rozczarował. Faktem jest, że jest to krem fajnie nawilżający, odżywiający skórę, choć na pewno nie jest tak odżywczy jak krem Skinergetic z Biotherm, który a propos jest najbardziej bogatym kremem jaki kiedykolwiek miałam (a przy tym nie zapycha!). Na pewno nie powoduje żadnych podrażnień, nie powiedziałabym również, że tę skórę przeciąża, skóra po kremie ma ładny wygląd. Natomiast samo obcowanie z kremem okazało się być dla mnie katorgą. Nie spotkałam jeszcze w swoim życiu takiego kremu, który po zetknięciu ze skórą twarzy był tak paskudnie tępy. Zupełnie nie chciał się rozprowadził, bardzo długo się wchłaniał, a po wchłonięciu miałam przez chwilę wrażenie jakby skóra była zmatowiona (na szczęście po paru minutach takie uczucie mija). Ponadto, według mnie krem jest stosunkowo niewydajny (choć stosuję go najkrócej, to najwięcej mi go ubyło), nie lubię też konsystencji tego kremu, niby jest zbity, a mam wrażenie, że odrobinę lejący, wodnisty. Natomiast zapach, tak jak w przypadku pozostałych kosmetyków z tej serii, jest przewspaniały! 




Ok, to byłoby na tyle, w razie jakiś pytań, piszcie do mnie!
Ściskam,
asia

niedziela, 9 października 2011

jesienne paznokcie

Wiecie co, lubię jesień... ten moment wycofania, moment spokoju, kiedy człowiek nie ma poczucia marnotrawienia czasu i energii kiedy leży na łóżku z kubkiem gorącej herbaty. A żeby nie było tak totalnie bezczynnie dzisiaj, pomalowałam paznokcie :)

Podoba Wam się? to jakiś stary lakier Astor (nr 15), ładna zgaszona czerwień opalizująca na złoto. Bardzo podobny widziałam niedawno w Inglocie, już już miałam go kupić, ale rozsądek kazał mi się powstrzymać :) i jak się okazało - dobrze! dziewczyny, nie kupujcie nowych lakierów, przeszukujcie swoje kolekcje, może ich czeluści kryją w sobie takie odcienie, które ładnie zagrają z obecnie panującymi trendami ? :)

Poza tym przeglądam sobie Asos i poszukuję jakiegoś fajnego szalika/komina, którym można się opatulić, póki co ten przykuł moją uwagę: 

źródło: Asos.com

co o nim myślicie? :)


ściskam Was,
asia

sobota, 8 października 2011

moje ulubione cienie Mac



Hej dziewczyny,

dzisiaj trochę o cieniach Mac. Samą firmą interesowałam się długo przed moją przygodą z youtubem, natomiast nie będę ukrywać, że najpiękniejsze kolory, które nota bene zostały moimi faworytami, odkryłam właśnie dzięki portalowi. Dzisiaj przedstawię Wam 5 cieni, które według mnie zasługują na uwagę i śmiało mogę powiedzieć, że to właśnie po nie sięgam najczęściej robiąc makijaż :)


tak wygląda całą paletka w środku

od górnego lewego rogu: Crystal, Naked Lunch, Gleam, Shroom, Silver Ring, 
Da Bling, Swish, Shale, Satin Taupe, Scene
Sketch

Zaznaczę tylko, że nie 'kolekcjonuję' tych cieni jakoś na siłę po to tylko żeby wypełnić paletkę. Staram się by cienie się nie dublowały (te dwa podobne róże to pomyłka z przeszłości, kiedy jeszcze nie wiedziałam co z czym się je:), i naprawdę nie potrzebuję 10000 odcieni brązu czy nude. Wystarczy mi to co mam :) 

A teraz, nie przedłużając, moje top 5 :)


1. Naked Lunch, dla mnie to cień bazowy, ciepły, lekko wpadający w złoto i róż, pasujący właściwie do wszystkich tęczówek. Czasem nakładam go na całą powiekę, a czasem tylko do załamania. Zdecydowanie jest to cień, który zakupię ponownie:  


2. Satin Taupe, pięknie opalizujący brązowo-fioletowy cień z domieszką delikatnego złota. Za to własnie lubię Maca, żaden ich cień nie jest ani 100% brązem, ani 100% fioletem, ten brak oczywistości kolorystycznej tak bardzo mnie urzeka :) 


3. Shroom, według mnie idealny cień rozświetlający (nadawać się też może do podkreślania kości policzkowych), ładny, nieprzekombinowany, chłodny odcień bardzo jasnego beżu, opalizujący lekko na kolor srebra, posiadający mikroskopijne, bardzo wysmakowane drobinki. 



4. Shale, osobiście wydaję mi się, że jest to mega niedoceniony cień, najpewniej za sprawą Satin Taupe, ponieważ są to cienie kolorystycznie całkiem do siebie podobne. Niemniej, ja ten cień uwielbiam, według mnie jest od Satin Taupe subtelniejszy, wpadający bardziej w fiolet niż w brąz, choć też jest to kolor bardzo trudny do zdefiniowania. Posiada maleńkie srebrne drobinki, opalizuje delikatnie na różowo.




5. Scene, jak dla mnie idealny cień do fajnego, codziennego, niebrązowego smoky. Scene jest to kolorystycznie chyba najbardziej 'płaski' cień macowski, jest w 100% matowy i właściwie dość łatwy do określenia, nazwałabym go klasyczną szarością wpadającą delikatnie w grafit/popiel. Lubię go, bo kiedy mam ochotę na prosty makijaż sięgam przeważnie po niego. Pięknie komponuję się z Crystal i wszelkimi innymi chłodnymi odcieniami. Jedynym jego mankamentem może być to, że nie jest bardzo napigmentowany, ale rozciera się fantastycznie!


Na pewno pojawi się jeszcze filmik o całej paletce, tu przedstawiłam Wam moje ulubione, najczęściej używane cienie :) Gdyby ktoś decydował się na swój pierwszy zakup cieni Mac i chciałby ograniczyć się do minimum, to zasugerowałabym mu kupno pierwszej trójki tu przedstawionych. Według mnie to optymalny wybór i bardzo uniwersalny zestaw cieni :)

Ściskam,
wasza Asia

środa, 5 października 2011

o jesieni :)

Hej dziewczyny!

Właśnie ogarnęłam wymianę letnich ciuchów na jesienne, walnęłam sobie maseczkę na ryjek i postanowiłam, że skrobnę dla Was posta :) Wiecie co? czuję, że jesień się zbliża, tak na maska, wielkimi krokami. Nie tylko dlatego, że pozamieniałam ciuchy (w końcu pogoda jest nadal super), ale przede wszystkim dlatego, że zrobiłam sobie dzisiaj ryż na mleku ze śliwkami i zaczęłam pić różnorakie herbaty. Może wydać Wam się to głupkowate, jednak dla mnie są to jednoznaczne symptomy tego, że dla Asi, w głowie, w sercu i w brzuchu zaczęła się jesień :))

Doskonale wiecie, że Wasza kiediska jest totalną kawiarą. Kawy mogłabym pić kilka razy dziennie i gdyby nie miało to żadnych konsekwencji zdrowotnych, pewnie bym tak robiła :)) Natomiast jesień do dla mnie czas kiedy intensywnie zaczynam 'zaprzyjaźniać się' z coraz to nowszymi rodzajami i smakami herbat. Tutaj jedna, którą szczególnie polecam: 

Saga owocowa, o smaku dzikiej róży z cytryną i miętą. Generalnie rzecz ujmując, kocham wszelkiego rodzaju herbaty cytrynowe ( w ogóle jeśli herbata to MUSI być z cytryną - polecacie jakąś pyszną?), na tę trafiłam zupełnie przypadkowo, bo gdy ja wybierałam myślałam, że to po prostu herbata z cytryną, jak się później okazało - myliłam się :) ale nie żałuję, herbata jest super, a przez miętę delikatnie orzeźwia. 



Przy okazji rewolucji szafowych, postanowiłam, że zajmę się również organizacją biżuterii, gdyż figurka kota, która pełniła funkcję stojaka na biżu była nieco przeciążona. Do tej pory na korkowej tablicy trzymałam tylko kolczyki, teraz do kolczyków doszło trochę wisiorków i powstał taki oto wesoły kolaż :) 


przynajmniej teraz wszystko widzę i nic mi się nie plącze :)


tak wygląda całość (półka jest zaraz nad toaletką). Kota nadal molestuję, ale, jak widzicie, nie jest już tak bardzo obładowany :)


Ściskam,
asia

sobota, 1 października 2011

:DDD

Miałam dzisiaj naprawdę fantastyczny dzień, pozwiedziałam sobie trochę, poshoppingowałam i poznałam super uroczą Radzię :)) była pyszna kawka,a jutro spotkania ciąg dalszy - mam nadzieję, że uda nam się to udokumentować:))) Póki co podzielę się z Wami moimi pierwszymi zakupami w TK MAXXIE, jakoś wcześniej nigdy nie mogłam tam nic upolować, dzisiaj natomiast popłynełam i wyhaczyłam parę interesujących kosmetyków :)

od lewej: krem matujący na dzień Jeunesse, żel na wypryski Skin By Monica Olsen i krem pod oczy firmy Coryse Salome kupiony dla mojej mamy. Żadnej z tych firm nie znam, kupowałam totalnie w ciemno, ale uwieeeeelbiam próbować nowości, dam Wam znać jak się sprawdzą. 

a tu przepuściłam większość mojej kasy... echhhhh!!!



w Parfois kupiłam sobie piękne zamszowe (mało praktyczne wiem :() mokasyny, cudowne są! wczoraj kupiłam inne, z New Looka, ale kiedy wróciłam do domu i trochę w nich pochodziłam okazało się, że są potwornie niewygodne:( oddałam je i zdecydowałam się na wygodniejsza opcje z Parfois :)


i kawę też zaliczyłam, mniam


wrocLOVE!

Ściskam Was,
asia