czwartek, 24 listopada 2011

małe zakupy

Hej dziewczyny :))

Czasu nie mam za wiele, jednak nie zmienia to faktu, że na małe zakupy czas znajdzie się ZAWSZE :)
a oto co zakupiłam:

 od lewej: 
* szary komin z H&Mu (polowałam na kominy od dawna, przerażały mnie przede wszystkim ceny, tj. 60 zł wzwyż, przegięcie), ten jest idealny, nie ma zbyt wielu warstw, dzięki czemu nie czuję się jakbym zaraz miała się udusić, a jednocześnie jest cieplutki i bardzo funkcjonalny. Kosztował ok 22 zł. 
*rękawiczki ze Stradivariusa z futerkiem. Długo się wahałam, były bardzo drogie (49zł), jednak to zdobienie w postaci futerka totalnie podbiło moje serce, nie mogłam ich nie wziąć :) są mega mega ciepłe!

od lewej:
*krem do rąk Beauty Milky z Bielendy, zupełnie nie pamiętam ile kosztował, natomiast na bank mniej niż 10 zł. Bardzo przyjemnie pachnie, tak "budyniowo" :)

* Facial Radiance Powder z witaminą C z The Body Shop (w sumie nie wiem czemu powder skoro to płyn:).   Ostatnio kieruje mną jakieś dziwne przeświadczenie, że mojej skórze brak witaminy C. Parę dni temu kupiłam sobie tonik z witaminą C z Bourjois (fantastyczny zresztą) i jakoś od  tej chwili mam mega ciśnienie na tę właśnie witaminkę :) Zobaczymy czy ten specyfik coś zdziała, podobno ma rewelacyjnie rozjaśniać i nawilżać skórę twarzy. Kosztował ok 70zł

*Niedawno skończył mi się krem pod oczy z AA. Lubiłam go, ale poszukiwanie i testowanie nowych kosmetyków to coś ci uwielbiam i rzadko odmawiam sobie tej przyjemności :) Zdecydowałam się na krem pod oczy z serii Nutriganics (która w 98% ma składać się z wyłącznie naturalnych ingredientów), a celem kremu jest wygładzić pierwsze zmarszczki (chlip,chlip:(). Póki co, jestem zadowolona, fajnie się wchłania i jest lekki, dodatkowo lekko odświeża okolice oczu. Koszt. ok 45 zł

Kocham zakupy, tylko niech tej mamony przybędzie!!!
ściskam Was!
asia

poniedziałek, 21 listopada 2011

żyję!!

hej kochane :)

dzisiaj tak na szybko, chciałam Wam jedynie zakomunikować, że żyję i mam się dobrze :) Dodatkowo, mam mnóstwo pomysłów na filmiki dla Was, jednak czas to mój wróg i totalnie nie potrafię dojść z nim do porozumienia, czego efektem jest to, że z niczym się nie wyrabiam :)

a już za jakiś czas na blogu pojawi się recenzja kremu Enzymion z Lusha. Nie ma chyba sensu robić o nim filmiku, natomiast nie chciałabym pozostawiać tego produktu tak zupełnie bez komentarza. Zdradzę jedynie tyle, że na caaaaaaałe mnóstwo obietnic złożonych przez producenta, które, nie ukrywam, tak skutecznie zachęciły mnie do kupna tego kremu, nie spełniło się właściwie nic. A szkoda. 


A poza tym, chciałam Wam ogromnie podziękować za wszystkie wiadomości, które od Was dostaję!! Obiecuję, że sukcesywnie będę starała się na wszystkie odpisywać :)
ściskam Was mocno,
Wasza Asia

wtorek, 8 listopada 2011

coś mnie wzieło na Rimmela :)

Lubię te markę, z drogeryjnych to chyba jedna z moich ulubionych. Myślę, że potrafią zaskoczyć naprawdę dobrą jakością przy względnie akceptowalnych cenach :). Wiecie już, że uwielbiam ich podkład (ostatnio kupiłam już drugie opakowanie), a jakiś czas temu skusiłam się także na tusz do rzęs i korektor.


niedługo postaram się nakręcić filmik z recenzją tych produktów, może nawet dzisiaj :)


natomiast zupełnie nie rozumiem "polityki", którą kieruje się Rimmel przy komponowaniu i numeracji odcieni, przynajmniej z tej serii. True Beige 203 (po prawej), który już prawie zużyłam okazał się być dużo jaśniejszy od Classic Beige 201, który zakupiłam niedawno. Mnie logika podpowiadała, że im niżej numerek, tym jaśniejszy odcień, tym bardziej, że kolor podkładu nr 300 jest już naprawdę super super ciemny. Wiecie o co tu chodzi?



a Wy lubicie kosmetyki Rimmel? macie swoje ulubione?

ściskam i mam nadzieję, że niedługo "zobaczymy" się na youtubie.

wasza asia

czwartek, 3 listopada 2011

mój pierwszy pędzel z Ecotools

Hej piękne!

Wybaczcie, że tak rzadko się pojawiam, zarówno tu jak i na youtubie, nie odpisuję na wiadomości i komentarze, ale od paru dni mam urwanie głowy :( zaczęłam pracę, muszę wstawać o 6 (:((((((((((((((((((((((() i póki co ciężko jest mi się przestawić na ten barbarzyński tryb życia :))

Ale do rzeczy :) Wczoraj przy okazji podstawowych zakupów typu szampon i pasta do zębów, zauważyłam, że w Rossmannie w Galerii "Tęcza" (w Kaliszu:) wprowadzono markę Ecotools. Od długiego czasu "chorowałam" na te pędzle (zwłaszcza kabuki, którego niestety nie było :(), więc po prostu nie mogłam odmówić sobie przyjemności zakupienia choć jednego z nich :) Doszłam do wniosku, że najbardziej optymalnym wyborem będzie dla mnie pędzel do różu. Wygląda on tak:


Póki co, użyłam go raz, przy okazji makijażu porannego, i szczerze Wam powiem, że myślałam, że włosie będzie ciut delikatniejsze :) jest miękkie, natomiast odnoszę wrażenie, że jest baaaardzo sztywne, takie mało giętkie - nie wiem jeszcze czy do wada czy zaleta :) Sam róż aplikowało mi się bardzo dobrze, o ile dobrze można nakładać róż z zamykającymi się oczami :P całe szczęście, że nie narobiłam sobie plam :)