wtorek, 20 listopada 2012

szpilki, kobiecość, kwintesencja i niestabliność



 
 
nie mam w zwyczaju komentować memów. Niektóre są zabawne, inne mniej, ale rzadko kiedy
stanowią dla mnie punkt odniesienia. W tym przypadku było zgoła inaczej.
 
 
Nie chodzi tu absolutnie o skądinąd bardzo uroczą ilustrację Pani Agaty Dębickiej. Połączenie różowych włosów i pomarańczowych brwi naprawdę bardzo mnie ujeło, a sama konwencja, w której porusza się Pani Agata jest spójna i ciekawa. Zafrapowała mnie natomiast ta nieszczęśna gra słów, która, prawdopodobnie dla gros osób wydaję się być zupełnie niszkodliwa, ba, zabawna wręcz, lub co gorsza - życiowa. Mnie z kolei, po prostu, po ludzku - wpienia, a wpienia podwójnie.
 
 
Czemu podwójnie? Przede wszystkim nie ma na świecie takiego przedmiotu, obrazu, rzeczy, wizji, atrybutu czy opisu, który mógłby pretendować do miana "kwintesencji" kobiecości. Co to w ogóle znaczy "kwintesencja" kobiecości i czemu akurat buty, które miałam może dwa razy w życiu na stopach, mają decydować o tym czy kobieca jestem czy też nie?  Bo co? bo moje nogi wydają się wtedy dłuższe i szczuplejsze? Bo szpilki to męski fetysz, który przyciąga męskie spojrzenia, a przecież jak facet patrzy, to znaczy, że jestem atrakcyjna, czyż nie? Sama mam problem żeby zdefiniować jednoznacznie (o ile się da i o ile w ogóle taka definicja jest nam potrzebna) pojęcie "kobiecości", a co dopiero jej "kwintesencję", czyli rdzeń, fundament, podstawę.
 
 
Ok, wiem, że pewne słowa pełnią funkcje swego rodzaju wytrychów, traktujemy je po macoszemu, bardziej jak skróty myślowe. Lawirujemy między znaczeniami, skojarzeniami, bezwiedne mówimy, że coś jest kobiece/męskie (sama tak robię i pewnie zrobię jeszcze nie raz). Jednak myślę, że należy mieć świadomość, że postrzeganie świata przez pryzmat binarnych opozycji (czarne/białe, dobre/złe, kobiece/męskie) jest bardzo powierzchowne i nierzadko niezwykle odrealnione. Dla mnie szpilki kwintesencją kobiecości nie są na pewno. Ani też długie włosy, ani duże piersi, ani krótka spódniczka. Co oczywiście (każdy kij ma dwa końce), nie oznacza, że dziewczyna z dużymi piersiami (lub tez małymi) czy długimi (lub krótkimi) włosami "kobieca" być nie może. Według mnie kobiecość (jak i męskość) są niedefiniowalne, nie ma słów, ani odniesień, które mogą je zobrazować, nazwać. I tego się będę trzymać.
 
 
Drugą rzeczą, która niezwykle mnie poirytowała jest "kobieca niestabilność", która wespół z niebotycznie wysokimi szpilkami konstytuuje kwintesencje tego czym jestem (no chyba, że jestem chłopem i z kobiecością mam niewiele wspólnego).
 
 
Ach, bo my kobietki, jesteśmy takie niezdecydowane, nie wiemy czego chcemy, jesteśmy przytłoczone możliwościami wyboru,a podejmowanie decyzji to dla nas proces niezwykle męczący i długotrwały (a jakże). WTF?!
 
 
Ok, jasne, zdarzyło mi się nad czymś zastanowić, zmienić zdanie, mieć wątpliwości, podejść do czegoś emocjonalnie, ale myślę, że przypisywanie w/w czynności wyłącznie kobietom jest tak okrutnie stereotypowe i wykluczajce (dla mężczyzn), że nie sposób przejść obok tego obojętnie.
KAŻDY myślący człowiek postępuje w ten sposób, niezależnie od płci. W przypadku kobiet, te cechy są wyolbrzymione, karykaturalne, często nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdziwym życiem (znam mnóśtwo kobiet stąpających bardzo twardo po ziemi jak i wielu "niestabilnych" mężczyzn, którzy z tego co wiem w szpilkach nie paradują;). Jednak to do nas przylgneła ta dziwna, krzywdząca łatka, która odbiera nam powagę, infantylizuje nas, sprawia, że jeśli kobieta zajmuje silne, zdecydowane stanowisko w dyskusji to w oczach innych staje się "męska", "walcząca", pewnie "feminicha". Litości.
 
 
Żeby było jasne, nie neguję osób chodzących w szpilkach, jeśli ktoś lubi, to czemu nie ? :-) jeśli ktoś  czuje się  seksownie i "kobieco" w martensach i oversizowym swetrze po babci, to również ma do tego prawo. Nie ma czegoś takiego jak kwintesencja kobiecości. To słowo-śmietnik mieści w sobie wszystko i nic. To koncept niemalże tak różnorodny i niejednoznaczny jak same kobiety, a szpilki i nasza rzekoma niestabilność naprawdę nie mają tutaj nic do rzeczy ;-)




buziak,
 
Asia

29 komentarzy:

  1. Napisalas felieton, prawie jak z (coz za zbieg okolicznosci) "Wysokich obcasow":)
    Ja sie zgodze tylko co do drugiej czesci, tez mnie irytuje ciagle okreslanie kobiet jako niezdecydowanych, bo szczerze mowiac ja znam o wilu wiecej niestabilnych mezczyzn.
    Natomiast jesli chodzi o szpilki, to trudno walczyc z tym, ze sa one synonimem kobiecosci. Podstawa takiego mniemania jest to, ze mezczyzni w szpilkach nie chodza, a juz w martensach i za duzych swetrach tak....

    OdpowiedzUsuń
  2. wysokie obcasy - o ironio :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi poprawiłaś humor tym postem, dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale fajny tekst :) Niczym artykuł z dobrego czasopisma :) Aśka pomyśl o tym!

    No w sumie coś w tym jest... Mnie akurat nie boli takie schematyczne myślenie :) Zarówno w szpilkach jak i balerinkach czuję się kobieco :) Jednakże z tą niestabilnością to ostro pojechane...

    Jak myślę kobieta to w głowie mam takie pierwsze skojarzenia - szpilki, czerwona pomadka, długie włosy. Z kolei jak myślę o mężczyźnie to tylko jego fizyczność mi się nasuwa - zadbane i męskie dłonie, umięśnione plecy, zgrabny tyłek...

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć zgadzam się z Tobą co do samej treści tekstu, który napisałaś, uważam jednak, że trochę zbyt poważnie potraktowałaś ten bądź co bądź zabawny obrazek. Ja również nie uważam, aby o kobiecości świadczyły długie włosy, szpilki, spódniczka, długie i pomalowane paznokcie czy duży biust. Kobieta wygląda w końcu bardzo kobieco w np. męskiej koszuli, czy roboczym kombinezonie rodem z Flashdance. Faktem jest, że ludzie przypisują kobiecości pewne atrybuty i nawet jeśli się z tym nie zgadzamy, nie wytępimy tego. Jak również powszechnej opinii, że kobieta aby być spełnioną musi mieć męża i gromadkę dzieci, a jej czas poświęcony musi być pilnowaniu domowego ogniska, gotowaniu, sprzątaniu...
    Niestety, żyjemy w takim a nie innym świecie i nie zmienisz tego. Choć warto próbować :)
    Jednak nie bierzmy też wszystkiego tak strasznie serio, bo satyra, która już jest w bardzo kiepskim stanie i ogranicza się często do obrazków na demotywatorach, całkowicie umrze. Pozdrawiam.
    Ps. A tekst jest napisany świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem zaskoczona, bo zupełnie inaczej odebrałam "przesłanie" tego obrazka, i zastanawiam się, czy tylko ja?

    Pomyślałam (widząc obrazek) że jest to taki żart właśnie z tych szpilek jako kwintesencji kobiecości, i że gdyby one naprawdę nią były, to kobiety byłyby również niestabilne (bo chodząc w szpilkach chodzi się niepewnie).

    Ja tak to odebrałam, czy tylko ja?

    p.s. ale artykuł i tak bardzo fajny Ci wyszedł i przeczytałam go jednym tchem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milka- mnie też jakoś bardziej tak się zrozumiało przesłanie tego obrazka:)

      Usuń
    2. u mnie pierwsze skojarzenie to wysmianie dziewczyn, ktore nie potrafia chodzic na obcasach, a uparcie je zakladaja... niestety jest to czesty widok...

      Usuń
    3. myślę, że kwestia polega na tym, że wszyscy mamy swoje kalki przez pryzmat których postrzegamy pewne sprawy:):)

      Usuń
  7. Bardzo podoba mi się ten post - jest dobrym pretekstem do dyskusji. Zgadzam się z Tobą, nie uważam, że potraktowałaś zbyt poważnie tą 'niewinną' grę słowną. Moim zdaniem za bardzo pobłażamy tego typu obrazkom. Nie lubię takiego generalizowania, upraszczania i infantylizowania kobiet.
    Nie uważam się za walczącą 'feminiuchę':)

    OdpowiedzUsuń
  8. widać żeś genderka ;)
    bardzo fajnie, że starasz się "przemycić" na bloga poważniejsze tematy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Też nie lubię takich klasyfikacji-generalizacji. Nigdy nie noszę szpilek i nie czuję się przez to mniej 'kobieca'. Ale tak samo np. gdy nie lubisz zakupów albo, nie daj Boże, dzieci, oj wtedy to nie jesteś kobietą! A jak masz jeszcze jakieś zdanie na ten temat, to owszem jesteś 'feminichą'. A jak feministki, to od razu nieogolone nogi i nienawiść do mężczyzn. Nienawidzę stereotypów.

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo Asiu. Zgadzam się z Tobą w 100%. BTW kobieto ty powinnaś pisać artykuły dla "mądrych" czasopism! Piszesz z sensem, polotem i masz sprawiasz, że chce się Ciebie więcej. Marnujesz się. Buziak

    http://my-own-glambition.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Podpisuję się pod tym obiema rękami !!!

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja się niezbyt zgadzam z "kwintesencją kobiecości". Tzn. słowo kwintesencja zamieniłabym na symbol i wtedy symbolami kobiecości (jestem matematyczką:)) poprzez zaprzeczenie, czyli "dowód nie wprost", stają się niemęskie rzeczy. Niemęskie są szpilki, sukienki i biust, a to sprawia, że są kobiece (Mamy dwie płcie, więc dowód jest prawdziwy;D). Jeśli chodzi o kwestię ubioru i "niezdecydowania", to masz rację. To zależy od charakteru i nie jest związane z dwoma chromosomami X. I jeszcze zgadzam się z binarnym postrzeganiem świata, wg mnie nie ma skali szarości - tzn. albo jesteś dobrym człowiekiem albo złym. Ci "neutralni" wymyślili sobie pośrednią kategorię, bo dobrzy na pewno nie są, a nazwanie siebie złymi im uwłacza. To moja opinia. W ogóle dyskusja na takie tematy jest trochę bez sensu - są ważniejsze sprawy w życiu;) Trzymaj się cieplutko:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjęłaś mi to z ust! tzn pierwszą połowę swojej wypowiedzi.. ;) od części ze skalą szarości już się zupełnie nie zgadzam :)

      Usuń
  13. Mnie obrazek się podoba i można interpretować go na wiele - zarówno pozytywnych jak i negatywnych sposobów.

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja powiem zupełnie nie do tematu, że bardzo się cieszę iż wpadłam na Twojego bloga :)) Oglądałam Cię parę razy na youtube, ale nigdy nie interesowałam się szczególnie blogami.
    Teraz prowadzę też swój i zapraszam do odwiedzin:
    www.kasiowelove.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja, podobnie jak Gabifilmy, myślę, że definiować można właśnie rozpatrując kobietę i mężczyznę jako swoiste sprzeczności. Jesteśmy postawieni w opozycji do siebie, owszem - na niektórych tylko polach, ale jednak. Sama semantyka to dzisiaj trochę zabawa w grzebaniu w śmietniku (podejmując Twoje analogie), bo dziś nie da się utworzyć dwóch odrębnych zbiorów: tu kobiece, a tu męskie. Ale wg mnie temat jest wart poruszania i dyskusji, chociaż prawdopodobnie na końcu trzeba będzie uznać, że albo przyjmujemy taki model, albo nie obrażamy się i niech on sobie gdzieś tam funkcjonuje, byle nie uwłaczało to tym, którzy się właśnie z nim nie zgadzają. Nie możemy przecież przymiotników "kobiecy, -a, -e" wymazać ze słownika.

    p.s. a propos, dokładnie od pierwszych prawdziwie jesiennych dni tego roku mój chłopina szuka butów..szuka i szuka i mierzy i szuka, w internecie i w sklepach, gdzież on jeszcze nie szukał?! Obrazek wygląda tak, że po wejściu do sklepu ja się rozsiadam na pufce i mówię, żeby mnie klepnął, jak będziemy wychodzić..ten się pokręci, poprzymierza i żegna panie radosnym "narazie dziękuję, ale jeszcze tu wrócimy" :) Znając to tempo, powinien się raczej rozglądać za sandałami :))))

    OdpowiedzUsuń
  16. chyba wyczuwam pms :P a na poważnie nie mam nic do szpilek ani kobiecej niestabilności;) wartym podkreślenia jest fakt, że w tym wszystkim na początku postawione jest pytanie "jeśli";) sama uważam się za stuprocentową kobietę, ale nie rusza mnie to w żaden sposób. tak samo jak szowinistyczne żarty które uwielbiam i sama opowiadam;)

    OdpowiedzUsuń
  17. zgadzam się z pierwszą częścią - precz z szufladkowaniem kobieta = szpilki, trampki = babochłop ;) kompletnie nie zgadzam się z drugą i przyznam szczerze że czytając ją miało się wrażenie "wojującej feministki". Albo raczej powinnam napisać że to ja miałam takie wrażenie. Mam nadzieję że moja opinia w żaden sposób Cię nie urazi. Choć w większości nie podzielam Twoich poglądów to bardzo lubię Twój sposób pisania, pomyśl o tym na poważnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ja jestem feministką, nie mam się za co obrażać:-) :-)

      Usuń
  18. Aska, wyraziłaś to, co od dawna miałam w głowie i co trudno było mi ująć w słowa. Wyjęłaś mi to z ust! :)) Też jestem feministką i krew mnie zalewa, gdy mam do czynienia ze stereotypami, a zdarza się to dość często; jestem na studiach inżynierskich i większość stanowią faceci. Niestety nadal panuje felerny wzorzec "prawdziwej kobiety": mniej inteligentna od mężczyzn, kura domowa, szpileczki, miniówka itp. Szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja z innej beczki - po nagłówku widzę, że możesz być kompetentna w tej kwestii. Jakim cudem słowo "czemu" weszło do powszechnego użytku w słowie pisanym, z mowy potocznej? To brzmi strasznie...

    OdpowiedzUsuń
  20. Takie memy można interpretować na tysiąc sposobów i o to w nich chodzi by budziły kontrowersje ;p i zachwycały

    OdpowiedzUsuń
  21. Nic nie wiem o Pani Agacie, nie wiem o czym pisze na swoim blogu.
    Stety/niestety :)

    Ale ten mem odebrałam totalnie inaczej niż Ty, droga Kiedisko :)

    W moim tłumaczeniu:
    "Ktoś, kto uważa iż kwintesencją kobiecości są szpilki - musi być niestebilny. Z zasady."

    A interpretować takie hasła jak: kobiecość, kwintesencja czy też innych, jak np.wolność, może (o ile chce) każdy, byle tylko nie szkodził tym swemu bliźniemu. Tak sobie myślę ja :)

    Pozdrawiam.

    P.S. Uwielbiam Twoje posty, a już szczególnie te dalekie od kosmetyczki :))

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarz!