wtorek, 18 grudnia 2012

lubię czytać....(i mały bulwers)

...ale, że lubię to już wiecie. Książki, zaraz obok kina, to moja największa pasja. Każdy dzień, bez przynajmniej kilku przeczytanych stron, jest dniem straconym. 



nie jestem szczególną entuzjastką biografii (w życiu przeczytałam tylko cztery - Kiedisa, Polańskiego, Hendrixa i Cobaina), teraz czytam piątą. To mój prezent urodzinowy, późno się za niego biorę, ale lepiej późno niż wcale :-) 

Przeczytałam póki co ok. 40 stron, w tym parę słów wstępu samego autora i muszę przyznać, że właściwie z każdym Jego kolejnym zdaniem oczy wychodziły mi z orbit. Facet piszę mnóstwo rzeczy o których nie miałam pojęcia i z którymi najzwyczajniej w świecie się nie zgadzam (albo nie chcę się zgodzić, bo szczerze uwielbiam Jaggera). 


A tu nagle dowiaduję się, że Mick to wyrachowany, właściwie przereklamowany, nastawiony na sukces i profit cwaniaczek, czarna owca całego zespołu, nieszczery koleś, napiętnowany przez świat, zgorzkniały, manipulujący, do którego, na Jego własne życzenie zresztą, przylgnęła łatka człowieka wyklętego, nielubianego.  Autor biografii, porównuje Jaggera do Iggiego Popa i Lou Reeda (których również uwielbiam), stawiając (wg mnie skandalicznie nieprawdziwą) tezę jakoby Jagger, w odróżnieniu od wyżej rzeczonych panów, nigdy nie był artystą kultowym, guru kolejnych generacji, idolem  z którym nastolatki na całym świecie chciałyby się utożsamiać. 


Sorry, ale albo ja czegoś tu nie rozumiem, albo moja ówczesna wiedza na temat Micka Jaggera była żenująco żadna, albo ktoś tu pisze dziwne rzeczy. Jagger był, jest i ZAWSZE będzie dla mnie postacią kultową. Od kiedy tylko pamiętam uwielbiałam Go zawsze, a muzę The Rolling Stonesów katowałam już w gimnazjum. 

Pan od biografii próbuje wcisnąć mi tu jakiś kit. Nie podoba mi się to :-) 
Nawet jeśli ma On rację (czego oczywiście nie próbuję kwestionować), to nie zgadzam się z Nim. Mam mega dobre skojarzenia z Jaggerem (a po filmie Performance to już w ogóle Go kocham) i absolutnie nie mam zamiaru zmieniać zdania.


Wybaczcie mój mały bulwers, ale z kim się nim nie podzielić jak nie z Wami :-)


ściskam,

Asia 

15 komentarzy:

  1. Miałam podobne odczucia po przeczytaniu biografii Nigelli Lawson, w której to zrobioną z niej nieczułą, wyrachowaną osobę, która jest popularna tylko i wyłącznie przez koneksje i urodę. No i że jej programy epatują erotyzmem i tylko dlatego są popularne. Od tej pory uważam na biografie. Chociaż mam ochotę przeczytać Blondynkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, mogę się zgodzić, że Jagger jest taki czy siaki - nie wiem, nie znam Go osobiście, więc niewykluczone,że koleś jest mało sympatycznym bubkiem, ale nikt mi nie wciśnie kitu, że Jagger nie jest postacią kultową ;-)

      Usuń
  2. Tak to juz jest z biografiami, czasami nasze wyobrażenie o danej osobie pryska jak bańka mydlana, a czasami to stek bzdur które ktoś napisał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Polecam GENIALNĄ autobiografię jego kompana z zespołu, Keith'a Richards'a. Jedna z najlepszych biografii, jakie czytałam. Obok biografii A.Warhola, która powala na kolana i omamia niczym opium i nie daje o sobie zapomnieć długo po przeczytaniu. Niestety, nasz Mick to niezłe ziółko i charakterek. Grunt, że wokal niepowtarzalny.Pozdrawiam. Anna

    OdpowiedzUsuń
  4. Jagger mimo wielu afer kojarzy mi się pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja pierdu, ale porażka ten autor. Mick Jagger jest postacią kultową i zawsze jak ktoś wspomni o członkach TRS to od razu pierwszy nasuwa się wokalista!! Poza tym Jagger ma bardzo specyficzny głos, którym się wybija! Nie znam osobiście M.J., ale fakt faktem, on jest postacią kultową, a autor chciał po prostu narobić sensacji wg mnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak.. a jak się ma Twoj zdeklarowany feminizm do zachowań tego pana?
    Z tego co ogólnie wiadomo obraca wszystko co się rusza włącznie z dziewczynami 50 lat młodszymi od siebie i traktuje kobiety cokolwiek przedmiotowo. To jest dla Ciebie kultowa postać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście, że jest kultowa (podobnie zresztą jak Polański, którego filmy uwielbiam). Jestem bardzo ostrożna jeśli idzie o ocenianie ludzi (a publicznych to już w ogóle), staram się tego nie robić, bo nikt nie jest czarno biały. Absolutnie nie wiem, co ma mój zdeklarowany feminizm do moralności p. Jaggera, a już tym bardziej do Jego rangi w świecie rock&rolla. To znaczy, że jeśli byłby szowinistą czy rasistą musiałabym zakwestionować Jego zasługi muzyczne? Nonsens absolutny, wybacz :-)

      Usuń
  7. Nie znam w sumie tej postaci ;)ale cenię ludzi którzy czytają jeszcze książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. a jakie masz wrażenia po przeczytaniu biografii kiedisa ? Zastanawiam się nad kupnem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. też mam tą biografię i też przeczytalam dopiero ok 30 stron, ale wydaje mi się, że autor na początku podaje mity dotyczące Jaggera i chodzi mu właśnie o odbrązowienie jego postaci. Po 40 stronach, moim skromnym zdaniem, nie należy wyrokować;)Ja uwielbiam biografie, o ile są dobrze napisane. Po tej nie spodziewam się fajerwerków (Richardsa jednak lepsza), ale zamierzam skonczyc. Jeżeli masz ochotę na naprawdę wciągającą biografię dot. Stonesów, to polecam "Satysfakcję" Daniela Wyszogrodzkiego. A z innych to jeszcze "Nikt nie wyjdzie stąd żywy" (o Morrisonie) i Patti Smith "Poniedziałkowe dzieci", ktora jest genialna!

    OdpowiedzUsuń
  10. a mi z kolei kojarzy się on negatywnie i nic tego zdania nie zmieni

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałaś "kalifornizację" ? Szczególnie tą wersję uzupełnioną
    Szczerze polecaam! ;D

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarz!