sobota, 25 lutego 2012

trudna miłość...

Hej dziewczyny,


złe mam wieści przeokrutnie - ZAKOCHAŁAM SIĘ (zauważyłyście, że dość kochliwa ta Wasza kiediska jest?). No więc zakochałam się na zabój i na dobre, ale jak to bywa w miłości - sprawy lubią się komplikować... a mój przypadek nie jest odstępstwem od tej reguły. 


Ok, ok, było nieco patetycznie i dramatycznie, a kwestia całkiem banalna, bowiem chodzi o torebkę :-D a nawet dwie (monogamia to wcale nie taka łatwa i przyjemna sprawa...). 


Otóż, mowa o torebkach Sabriny Pilewicz. Oto dwa egzemplarze, które podbiły moje serducho. 
model: MODENA



I druga: 

model: S. Margherita


zdjęcia pochodzą ze strony: sabrinapilewicz.com 



Trzeba przyznać, że torebki są obłędne. Istnieją jednak dwie zasadnicze kwestie, tkz. ALE, które lubi pojawiać się w tych trudnych relacjach miłosnych :) Przede wszystkim CENA - pierwsza torebka kosztuje 800 zł, druga - 1200 zł. Kolejna sprawa to tworzywo z którego wykonane są torebki, czyli skóra krokodyla. Pewnie teraz uznacie, że niezła ze mnie hipokrytka (noszę w końcu skórzane buty), ale o ile uważam, że obuwie skórzane to inwestycja i konieczność -zwłaszcza srogą zimą, o tyle skórzana torba zakrawa o pewną formę fanaberii i snobizmu.

No ale piękne są......

A Wy co o nich sądzicie?
Podobają Wam się torebki SP?
ściskam,
Asia

środa, 15 lutego 2012

dzisiaj widzę na biało :D

Hej,


a czemu widzę na biało? no bo nieźle popadało! Śnieg zasypał chyba całą Polskę. Fajnie kiedy siedzi się w domu i nie trzeba stawiać czoła niesprzyjającym warunkom atmosferycznym, gorzej jednak kiedy próbujemy dostać się do pracy, modląc się by nie wpaść w poślizg lub nie zakopać się w śniegu. 


A jak się człowiekowi w końcu uda... to tak wygląda śnieżnobiały świat zza okna :-) 




nawet kawałek mojego samochodu się załapał :-)

Nie lubię zimy, z chęcią bym się już z nią pożegnała. Mam dość tych kurtek, czapek, rekawiczek, swetrów, ciężkich butów... wiosno przybywaj! 

Myślę, że dobrym sposobem na odegnanie zimy jest kolor i humor w naszych stylizacjach. Prawdę mówiąc nie mam za bardzo czasu by o 6 rano stroić się w Bóg wie jakie wymyślne outfity (szczęście takie, że u mnie w pracy nie obowiązuje surowy dress code), wieć jak już zamarzy mi się nieco rozweselić strój, stawiam na dodatki. A wiecie, że kiediska uwielbia....


motyw czaszki :) nie wiem, może jest ze mną coś nie tak, ale naprawdę BARDZO lubię czachy :D. Ponadto, niezwykle spodobało mi się to połączenie kolorystyczne - mięta i fuksja - przepysznie wiosenna mieszanka :) Chusta jest super pozytywna (mimo tych czach:D) i naprawdę bardzo ożywia stonowane stroje :) Kupiłam ją w New Yorkerze za 35 zł. Może kiedyś uda mi się kupić oryginał do którego ewidentnie nawiązuje, czaszkowa chusto Alexandra McQueena, kiedyś będziesz moja!


Myślę, że nieźle pasuje do mojej torby z Promodu. Torba jest najzwyczajniejsza na świecie, ale przez te dżety zyskuje fajnego rockowego pazura. No i ma ponad 7 lat, a trzyma się właściwie bez większych usterek :) 

Jak Wam mija dzień?
ściskam!
Asia

wtorek, 14 lutego 2012

mmmmmmmmmm...Macadamia!

hej laski!


powiem Wam, że jest pysznie :-D dawno już chyba nie byłam TAK zadowolona z zakupionego produktu, szykuje się ulubieniec miesiąc, a może i nawet objawienie roku!


O czym mowa?


Mowa o olejku z orzechów Macadamia, który podpatrzyłam u Pauli , znanej również jako xWomanLand.
Kupiłam go na stronie fryzjerski-sklep.pl , dokładnie pod tym linkiem -> klik. Za 30 ml zapłaciłam wraz z kosztami przesyłki 50 zł - DUŻO :( 








Jakie obietnice składa nam producent? 

  • Dostarcza intensywne odżywienie, wygładzenie i długotrwały efekt bez kręcenia i plątania się włosów.
  • Włosy są ultra-gładkie, lśniące i łatwe do ułożenia
  • Błyskawiczne wchłanianie oraz lekka formuła serum powoduje, iż włosy nie są przetłuszczone
  • Wzbogaca i wydłuża żywotność koloru zapobiegając jego bladnięciu
  • Naturalna ochrona przed promieniami UV
  • Redukują czas suszenia o 40–50%

  
Wiece doskonale o tym, że dość radykalnie rozjaśniłam włosy. Takie zabiegi są dla włosa zabójcze, nie ma się co oszukiwać. W najgorszym stanie, w moim przypadku, były końcówki - może nie jakoś tragicznie rozdwojone, ale bardzo przesuszone. Jedwabiu nie lubię używać, więc potrzebowałam skutecznej alternatywy, najlepiej nienapakowanej sylikonami, no i znalazłam! Olejek jest FANTASTYCZNY, radzi sobie z przesuszeniem włosa, nie przetłuszczając go (za to m.in. nie lubiłam jedwabiu!). 

Ponadto, ZAPACH. Olejek pachnie obłędnie, trochę kojarzy mi się z zapachami kadzidełek, jest taki lekko korzenny, ciężkawy (ale nie dominujący), orientalny - przepyszny! 

Włosy są fajnie ODŻYWIONE, niezwykle GŁADKIE, nie ma mowy o puszeniu się. Nakładam go, w minimalnej ilości, mniej więcej na całe włosy. Na początku bardzo bałam się, że włosy będą po prostu przetłuszczone, na szczęście absolutnie nic takiego się nie stało, powiedziałabym nawet, że włosy są super elastyczne, fajnie uniesione, nieprzyklapnięte, bardzo podoba mi się taki efekt :-)

Jeżeli macie wątpliwości lub pytania dotyczące olejku, polecam tę stronę -> FAQ Macadamia Natural Oil 


Podsumowując, o tym produkcie mogę wypowiadać się właściwie w samych superlatywach. Jedynym mankamentem jest cena, następnym razem poszukam innych sklepów internetowych, może w ich ofercie olejek będzie tańszy. 





Wracając jeszcze do olejku, używałyście go kiedyś?
A może macie inne sposoby na regenerację włosów?
buziaki,
Asia

piątek, 10 lutego 2012

A jak Alverde - recenzja pudru matującego


Ostatnimi czasy zauważyłam, że coraz więcej youtubowiczek i blogerek poświęca swoje filmiki i posty dzieląc  się z nami swoimi wrażeniami na temat kosmetyków firmy Alverde. Jakiś czas temu miałam okazję zakupić trzy produkty tej firmy - balsam do ciała, krem do rąk i puder matujący. Balsamu i kremu do rąk już dawno nie ma, ale puder nadal leży sobie w kosmetyczce i dlatego postanowiłam, że i ja podzielę się moją na jego temat opinią.

Z założenia kosmetyki firmy Alverde mają charakteryzować się dwiema nadrzędnymi cechami - mają być naturalne i tanie, i to się zgadza. Ale czy są dobre? 

Wspomniałam już o kosmetykach pielęgnacyjnych. Krem do rąk był fantastyczny, świetnie natłuszczał ręce, był niezwykle wydajny. Z balsamem męczyłam się natomiast niemiłosiernie, miał bardzo specyficzny zapach (dla mnie nie do przełknięcia, a człowiek smaruje się jednak po to by zapach sprawiał przyjemność) i niezwykle wolno się wchłaniał, przez co czas pielęgnacji ciała wydłużał się w nieskończoność. 

A puder? 






jest to puder prasowany, matujący. Mój jest w bardzo naturalnym odcieniu, świetnie komponuje się z moją cerą, nie odcina się. Posiada w swoim składzie turmalin, który należy do grupy krzemianów.


Puder sam w sobie jest lekki, na pewno nie zrobicie sobie nim krzywdy i nie wyjdziecie z maską na twarzy. 
Niestety ma on jedna, podstawową jak dla mnie, wadę - nie matuje. Mogę poprawiać nim makijaż 25060020 razy dziennie (co jest procesem niezwykle uciążliwym, zważywszy na to, że opakowanie nie posiada ani lusterka ani miejsca na gąbeczkę czy płatek do aplikacji), ale to i tak nic nie da. Czasem nawet mam wrażenie, że efekt świecenia się skóry jest przez puder wzmożony. 


Podsumowując, puder może być świetny dla cer suchych i normalnych. Myślę, że nawet cery mieszanej by nie ogarnął, o tłustej nie wspominając. 

używałyście tego pudru? jakie są Wasze wrażenia?

ściski,
asia

środa, 8 lutego 2012

śniadanko!

Witajcie!

Daaaaawno temu pojawił się u mnie post śniadaniowy i tak mi przyszło do głowy, że może znowu Wam pokażę, co takiego pałaszowałam z samego rana :-)

Ostatnio mam dużą fazę na jajka - pod każdą postacią :-) tutaj akurat "na twardo".


lubię "miksować" smaki, nie wyobrażam sobie nie doprawić posiłku. Sól i pieprz to podstawa, czasem też sypnę kminkiem :-) tutaj akurat posmarowałam jajka pesto. Ostatnio piję trochę mniej kawy, staram się 2 maksymalnie. Dzień zaczynam od ciepłej herbaty, a godzinę później (już w pracy) budzę się kawą. 


A Wy co dobrego dzisiaj jadłyście? :-) 

buziaki,
asia

niedziela, 5 lutego 2012

zimo! przepadnij!

Hi-ho!

Co tam u Was? ja, powiem szczerze, mam już dość tej zmarzliny. Perspektywa ograniczeń wynikających z tej wszechogarniającej lodowatej aury okazała się być dla mnie przytłaczająca. Niewiele chce mi się robić, najchętniej to w ogóle nie wychodziłabym z łóżka, a świadomość, że jak już się z niego wyjdzie to trzeba  nałożyć na siebie tonę  ubrań przyprawia mnie o drgawki. Idź sobie mrozie!!!

Coby  trochę humor sobie poprawić, pomalowałam paznokcie (szczyt aktywności życiowej jak na dzisiaj).


Jedyne co w świecie wiecznej zmarzliny do gustu mi przypadło to NIEBO w nocy. Lubię czasem popatrzeć sobie na to piękne, złowrogie, upstrzone gwiazdami niebo. Myśli wtedy wędrują daleko, a poczucie, że ma się kawałek ciepłego kąta sprawia, że na sercu robi się lżej i cieplej. W końcu do szczęścia potrzeba naprawdę niewiele.

Nie sądzicie, że ten lakier z Catrice (oficjalnie mojej nowej obsesji kosmetycznej :) wygląda trochę jak niebo zimą? groźnie i przenikliwie lodowato :-)


nazywa się Out of Space, nie wiem z jakiej jest kolekcji, dorwałam go w Naturze, stał sobie samotnie nieopodal kasy :-)

ciepłe ściski dla Was!
asia

środa, 1 lutego 2012

zakupy kosmetyczne :-)

Uaaaa! nie pamiętam już kiedy ostatnio poszłam sobie na zakupy kosmetyczne z tak ogromną chęcią i zapałem (Boże, jestem totalnym pustakiem ;-))). Wcześniej zawsze sobie odmawiałam, racjonalizowałam, myśląc sobie, że NIE, tego nie potrzebuję, tego nie chcę, tego mam pod dostatkiem, a to za drogie i w sumie wywalanie kasy w błoto. Dawno już nie czułam tego fajnego podniecenia, które towarzyszy wszystkim zakupoholiczkom wkraczającym w otchłań kosmetycznych smakołyków :) A oto zdobycze:




henna do włosów blond, używałyście kiedyś? ok. 5 zł


pędzelek do linera z Catrice (chyba 10zł) i maseczka rozświetlająca z Perfecty (baaardzo ją lubię)


podwójny róż Defining Duo z Catrice (ok 15 zł) nazywa Peach Sorbet. Zdążył mi już dwa razy upaść, czasem sama sobie współczuję, że będę musiała spędzić ze sobą całe życie :-) 


brązowy eye-liner w żelu (ok. 15 zł), nazywa się It's Mambo Nr. 2 i jest miłością od pierwszego wejrzenia, zobaczymy jak będzie się sprawował :-D


Czy zaczynam mieć małą obsesję na punkcie kosmetyków firmy Catrice? hmmmmm....... :-)