środa, 28 listopada 2012

Rossmann to zło! i mania podkładowa :-)

zaległa notka :-)


doskonale na pewno wiecie, że w zeszłym tygodniu rozpoczęła się atrakcyjna zniżka na kolorówkę w Rossmannie (z tego co pamiętam skończyła się właśnie dzisiaj). Zakupy zrobiłam w miarę rozsądne (oprócz podkładu, kupiłam wszystko to, co już mi się pokończyło), więc nie mam wielkich wyrzutów sumienia :-)





macie ochotę na filmik z haulem? do tego zestawu dokupiłam jeszcze szminkę L'oreal, której niestety nie udało mi się uwiecznić. Ogólnie chyba czas na filmik zakupowy na moim kanale.... dawno już takiego nie było :-) 



Myślę również o nakręceniu filmiku o moich podkładach. Bardzo często pytacie mnie o podkłady, które polecam, bądź o te, które aktualnie używam. Cóż, nie da się ukryć, że jestem 100% maniaczką podkładową....


zużywanie 4 podkładów na raz to lekka przesada, nie uważacie? Z tej całej czwórki, moim numerem 1 jest póki co Match Perfection z Rimmela. Najgorzej rokuje Revlon ColorStay. Musicie pamiętać, że w moim przypadku, kwestia z podkładami to istne Panta Rei, wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie :-) 



Macie ochotę na haul i filmik o podkładach?

czekam na komentarze :-)

buziak,


Asia

sobota, 24 listopada 2012

moje włosy zmienne są... ;-)

szybki post, bo czasu brak!



wczoraj byłam u fryzjera, zaszalałam :-))))))




fotka robiona na szybko, w roboczych ciuchach ;-)))) wygolenie z tyłu zostało :-)



i jak?


buziak,
Asia

czwartek, 22 listopada 2012

Kto mnie inspiruje? Martyna Wojciechowska!

tak to czasem bywa :-) mimo, że de facto nie znam Martyny Wojciechowskiej, nie mam pojęcia jakim człowiekiem jest "naprawdę" (media potrafią zgrabnie manipulować wizerunkiem i jestem tego świadoma:-), to czuję do Niej dużo sympatii.





 
zdjęcie pochodzi ze strony: kozaczek.pl



Martyna stanowi dla mnie swego rodzaju wzór do naśladowania. Jest bardzo silną kobietą, bezkompromisową, zdeterminowaną. Jest wyjątkowa, kreatywna, ambitna, ciekawa. Robi rzeczy o których nawet bałabym się pomysleć, a co dopiero je zrealizować. Martyna reprezentuje sobą wszystko to, do czego aspiruję. Jest naprawdę wielka!




Macie osobę, którą się inspirujecie? Kogoś kto jest Waszą siłą napędową? (niekoniecznie musi być to ktoś publiczny, rozpoznawalny).
 
 
Dla mnie to bezwątpienia Martyna. Za każdym razem kiedy myślę sobie, że nie dam rady, myśle o Niej i o tym, że skoro Ona była w stanie poradzić sobie w naprawdę ekstremalnych warunkach, ja przez mój mikroskopijny (w porównaniu z tym z czym Ona musiała się zmierzyć) problem również się nie poddam!
 
 
 
buziaki,
 
Asia

wtorek, 20 listopada 2012

szpilki, kobiecość, kwintesencja i niestabliność



 
 
nie mam w zwyczaju komentować memów. Niektóre są zabawne, inne mniej, ale rzadko kiedy
stanowią dla mnie punkt odniesienia. W tym przypadku było zgoła inaczej.
 
 
Nie chodzi tu absolutnie o skądinąd bardzo uroczą ilustrację Pani Agaty Dębickiej. Połączenie różowych włosów i pomarańczowych brwi naprawdę bardzo mnie ujeło, a sama konwencja, w której porusza się Pani Agata jest spójna i ciekawa. Zafrapowała mnie natomiast ta nieszczęśna gra słów, która, prawdopodobnie dla gros osób wydaję się być zupełnie niszkodliwa, ba, zabawna wręcz, lub co gorsza - życiowa. Mnie z kolei, po prostu, po ludzku - wpienia, a wpienia podwójnie.
 
 
Czemu podwójnie? Przede wszystkim nie ma na świecie takiego przedmiotu, obrazu, rzeczy, wizji, atrybutu czy opisu, który mógłby pretendować do miana "kwintesencji" kobiecości. Co to w ogóle znaczy "kwintesencja" kobiecości i czemu akurat buty, które miałam może dwa razy w życiu na stopach, mają decydować o tym czy kobieca jestem czy też nie?  Bo co? bo moje nogi wydają się wtedy dłuższe i szczuplejsze? Bo szpilki to męski fetysz, który przyciąga męskie spojrzenia, a przecież jak facet patrzy, to znaczy, że jestem atrakcyjna, czyż nie? Sama mam problem żeby zdefiniować jednoznacznie (o ile się da i o ile w ogóle taka definicja jest nam potrzebna) pojęcie "kobiecości", a co dopiero jej "kwintesencję", czyli rdzeń, fundament, podstawę.
 
 
Ok, wiem, że pewne słowa pełnią funkcje swego rodzaju wytrychów, traktujemy je po macoszemu, bardziej jak skróty myślowe. Lawirujemy między znaczeniami, skojarzeniami, bezwiedne mówimy, że coś jest kobiece/męskie (sama tak robię i pewnie zrobię jeszcze nie raz). Jednak myślę, że należy mieć świadomość, że postrzeganie świata przez pryzmat binarnych opozycji (czarne/białe, dobre/złe, kobiece/męskie) jest bardzo powierzchowne i nierzadko niezwykle odrealnione. Dla mnie szpilki kwintesencją kobiecości nie są na pewno. Ani też długie włosy, ani duże piersi, ani krótka spódniczka. Co oczywiście (każdy kij ma dwa końce), nie oznacza, że dziewczyna z dużymi piersiami (lub tez małymi) czy długimi (lub krótkimi) włosami "kobieca" być nie może. Według mnie kobiecość (jak i męskość) są niedefiniowalne, nie ma słów, ani odniesień, które mogą je zobrazować, nazwać. I tego się będę trzymać.
 
 
Drugą rzeczą, która niezwykle mnie poirytowała jest "kobieca niestabilność", która wespół z niebotycznie wysokimi szpilkami konstytuuje kwintesencje tego czym jestem (no chyba, że jestem chłopem i z kobiecością mam niewiele wspólnego).
 
 
Ach, bo my kobietki, jesteśmy takie niezdecydowane, nie wiemy czego chcemy, jesteśmy przytłoczone możliwościami wyboru,a podejmowanie decyzji to dla nas proces niezwykle męczący i długotrwały (a jakże). WTF?!
 
 
Ok, jasne, zdarzyło mi się nad czymś zastanowić, zmienić zdanie, mieć wątpliwości, podejść do czegoś emocjonalnie, ale myślę, że przypisywanie w/w czynności wyłącznie kobietom jest tak okrutnie stereotypowe i wykluczajce (dla mężczyzn), że nie sposób przejść obok tego obojętnie.
KAŻDY myślący człowiek postępuje w ten sposób, niezależnie od płci. W przypadku kobiet, te cechy są wyolbrzymione, karykaturalne, często nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdziwym życiem (znam mnóśtwo kobiet stąpających bardzo twardo po ziemi jak i wielu "niestabilnych" mężczyzn, którzy z tego co wiem w szpilkach nie paradują;). Jednak to do nas przylgneła ta dziwna, krzywdząca łatka, która odbiera nam powagę, infantylizuje nas, sprawia, że jeśli kobieta zajmuje silne, zdecydowane stanowisko w dyskusji to w oczach innych staje się "męska", "walcząca", pewnie "feminicha". Litości.
 
 
Żeby było jasne, nie neguję osób chodzących w szpilkach, jeśli ktoś lubi, to czemu nie ? :-) jeśli ktoś  czuje się  seksownie i "kobieco" w martensach i oversizowym swetrze po babci, to również ma do tego prawo. Nie ma czegoś takiego jak kwintesencja kobiecości. To słowo-śmietnik mieści w sobie wszystko i nic. To koncept niemalże tak różnorodny i niejednoznaczny jak same kobiety, a szpilki i nasza rzekoma niestabilność naprawdę nie mają tutaj nic do rzeczy ;-)




buziak,
 
Asia

poniedziałek, 19 listopada 2012

szmaragdowa piekność i parę słów o Monnari ;-)

Wiecie, że mam fioła na punkcie toreb? jasne, że wiecie :)


oto moja nowa zdobycz:





a teraz najlepsze ;-) szukałam dużej, pakowownej czarnej torby na pasek. Jak widać, życie potrafi weryfikować nasze plany i założenia :-)))))))))))


 
torebkę kupiłam w Monnari. Kosztowała 89 zł (po przecenie, wcześniej kosztowała 189 zł.). Ma fakturę wężowej skórki, i piękny szmaragdowy odcień, jest cieniowana. Ogromnie pojemna i lekka. Noszę ją na pasku :-)
 
 
 

jestem nią totalnie zauroczona :-) dawno żadna torebka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia!
 
 
 
co do samego sklepu Monnari, to mam taką zasadę, że poza sezonem obniżek i promocji nawet tam nie wchodzę. Chyba nigdy nie kupiłam tam żadnego ciucha, ale torebki i dodatki mają całkiem ok. Wytłumaczcie mi proszę, czy Monnari (polska marka z tego co wiem) zajmuje się produkcją ubrań prawie luksusowych? widziałam tam kurtkę (puchową, nic nadzwyczajnego) za 500-600 zł, inne kurtki dochodziły do zawrotnej kwoty ponad 1000 zł. Po promocji ceny schodzą do 350-400 zł. Jak to jest z Monnari? :-) Kupujecie czasem w tym sklepie?
 
 
 
buziak,
 
Asia

piątek, 16 listopada 2012

Catrice...złociście i miedziano :-)

Wow! nie pamiętam już kiedy ostatnio pisałam tu o kosmetykach, daaaaaawno. Mój blog chyba obecnie stał się nieco bardziej lifestylowy niż stricte kosmetyczny, ale mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe :-).



Ale do sedna! Jakiś czas temu odwiedziłam drogerię Hebe. Pierwsze moje kroki skierowałam do szafy Catrice ( a jakże!), a mój wzrok przykuł mały miedziano-złocisty pojemniczek.


 
Catrice, longlasting eyeshadow, cień lub baza pod cień - według uznania :-)
 
 
 
 
a tak wygląda zawartość:
 
 
ma bardzo fajną konsystencję, kremową, nieklejącą się. Cień jest trwały, nie ściera się w ciagu dnia. Nakładam go palcem, super się rozciera, a efekt intensywności koloru można stopniować - to dodatkowy plus. Ma drobinki. Kosztował ok. 10-15 zł.
 
 
 
 
Ma naprawdę przepiękny miedziano-złoty kolor. Pieknie połyskuje, ale wcale nienachalnie. Oprócz kreski na górnej powiece i tuszu do rzes, to jedyny kosmetyk, którym wykonuję mój codzienny makijaz. Poza tym jest mega uniwersalny, nie potrafię sobie wyobrazić  odcienia tęczówki, którego by ładnie nie podbił.
 
 
Zresztą to Catrice, a ja do Catrice mam słabośc.... :-)
 
 
podoba się Wam?
 
buziaki,
Asia
 

niedziela, 11 listopada 2012

Goti

Cześć ;-)


Jakiś czas temu napisała do mnie Gosia. Przedstawiła mi koncepcję bransoletek Goti i zaproponowała, żebym zobaczyła jak się je nosi. Goti inspirowane są bransoletkami HelloBerry i robione z dokładnie tego samego materiału (nie wiem dokładnie co to jest, przypomina mi trochę gumę :-).






bransoletki są bardzo trwałe, dobrze wykonane, choć musicie uważać, by nie wrzucić ich przez przypadek na dno torebki (np.), może się to skończyć chwilowym odkształceniem. Przykuwają wzrok i stanowią fajny akcent w stylizacji. 



Gosia przesłała mi również dwie cienkie bransoletki, niestety zaległy w kopercie i zapomniałam je sfotografować. Zaległości na pewno nadrobię :-)


wszystkie informacje na temat bransoletek Goti znajdziecie na facebooku: 





Podobają się Wam oryginalne i ciekawe bransoletki Goti? 


całuję Was,



Asia :-)

wtorek, 6 listopada 2012

niedzielne smakołyki ;-)


Niedziela to czas relaksu i  przeważnie rekonwalescencji (po sobotniej imprezie). W takich okolicznościach, chce mi się pichcić, a poza tym, nie wyobrażam sobie niedzieli bez dobrego obiadu. 





Naleśniki to szybkie i naprawdę smaczne danie. Dla urozmaicenia, do ciasta naleśnikowego dodałam banany, migdały i odrobinę cukru waniliowego. 




Słodkości nigdy za wiele, naleśniki zjedliśmy z dżemem truskawkowym oraz bananami z serkiem twarogowym. 





mniam!
 



  
pycha :-)




A Wy lubicie naleśniki? może macie na nie jakieś specjalne przepisy?

ściskam,

Asia