poniedziałek, 31 grudnia 2012

nowości biżuteryjne i jeden staruszek ;-)

ACH, ta biżu ;-) prawdą jest, że dobrymi dodatkami można zdziałać cuda. Czasem wystarczy fajny naszyjnik, by z nudnej stylizacji zrobić coś z pazurem - przynajmniej ja wychodzę z takiego założenia i bardzo często stawiam na akcenty w postaci biżuterii własnie, fajnej torebki, butów.

Mój Mikołaj bardzo dobrze o tym wie i w tym roku postanowił uszczęśliwić mnie kolejnym (w mojej kolekcji) cudownym naszyjnikiem z Zary.




ten cudak ma swojego braciszka, dobrze go znacie, swego czasu był naprawdę mocno nadeksploatowany przeze mnie :-)


UWIELBIAM naszyjniki tego typu, czuję sie w nich wspaniale ;-) żółtego braciszka molestowałam do prawie każdego stroju, cudownie ożywiał całość :-) Niebieskiego trochę się obawiam, bo jest ciemny i może być przytłaczający (zwłaszcza,że przeważnie noszę ciemne ciuchy), ale nie zmienia to faktu, że jest prześliczny i bardzo ozdobny :-) 


A  jeśli już o bardzo ozdobnych rzeczach mowa....




wiem, wiem...ale musiałam! Czasem lubię takie odjechane rzeczy!


pierścień pochodzi z H&Mu, kosztował 39,90 zł. Klasyfikuje się jako styl "na bogato" ;-)))))


nowości i jeden staruszek w pełnej krasie ;-) 


Niby nic, a jednak mordka się cieszy :-) lubię moją biżuterię.


Macie w swoich zbiorach takie perełki, które wywołują uśmiech na Waszych buziach?


buziaki (sylwestrowe i dobrego Nowego Roku),


Asia

piątek, 28 grudnia 2012

wielka tęsknota w te zimne dni!

tęsknie za naszym pięknym morzem!
















zdjęcia z Gdańska i Sopotu (jeszcze z tego roku:-). Nie wiecie ile bym dała by móc się tam teraz znaleźć (pod warunkiem,że pogoda byłaby taka jak na zdjęciach:-P)


macie swoje ukochane miejsca w Polsce?

polecacie szczególnie jakieś destynacje?


buziak,


Asia

czwartek, 20 grudnia 2012

przyjemności dnia wczorajszego

Pomimo faktu, że ogólnie aura nie jest zbyt sprzyjająca (i wszyscy czepiają się moich włosów;)))))), muszę przyznać, że wczorajszy dzień był bardzo przyjemny. Trochę za moją sprawą (bo czasem trzeba się rozpieszczać:), a trochę za sprawą niespodzianki, którą sprawiła mi p. Ania. 



nic tak nie relaksuje jak kąpiel! 




a kąpiel bez czytanka w ogóle nie wchodzi w rachubę ;-) dla zainteresowanych - póki co, zawiesiłam moją przygodę z biografią Jaggera, nie porwała mnie :-)





wpadłam wczoraj do Empiku, by  dokupić brakujące prezenty dla mojej mamy i przyjaciółki. Tak zupełnie przez przypadek (tak, jasne) wstąpiłam także do Mohito. Kupiłam sobie sweterek (nie wiem czy go nie oddam, dlatego nie pokazuję Wam go), a przy kasie zerknęłam na szklaną gablotkę i mym oczom ukazał się piękny, duży, czarno-złoty pierścień. Kosztował niecałe 25 zł, aach :-)




a teraz creme de la creme wczorajszego dnia. Wspaniała paczka od p. Ani - produkty firmy Lirene, Pharmaceris i Under 20. Zapasy mam chyba do końca życia, nie wiem kiedy to wszystko zużyję, bo ogólnie kosmetyki zużywam raczej powoli ;-) 




Mam nadzieje, że Wasz wczorajszy dzień był równie miły :-) 


Asia

wtorek, 18 grudnia 2012

lubię czytać....(i mały bulwers)

...ale, że lubię to już wiecie. Książki, zaraz obok kina, to moja największa pasja. Każdy dzień, bez przynajmniej kilku przeczytanych stron, jest dniem straconym. 



nie jestem szczególną entuzjastką biografii (w życiu przeczytałam tylko cztery - Kiedisa, Polańskiego, Hendrixa i Cobaina), teraz czytam piątą. To mój prezent urodzinowy, późno się za niego biorę, ale lepiej późno niż wcale :-) 

Przeczytałam póki co ok. 40 stron, w tym parę słów wstępu samego autora i muszę przyznać, że właściwie z każdym Jego kolejnym zdaniem oczy wychodziły mi z orbit. Facet piszę mnóstwo rzeczy o których nie miałam pojęcia i z którymi najzwyczajniej w świecie się nie zgadzam (albo nie chcę się zgodzić, bo szczerze uwielbiam Jaggera). 


A tu nagle dowiaduję się, że Mick to wyrachowany, właściwie przereklamowany, nastawiony na sukces i profit cwaniaczek, czarna owca całego zespołu, nieszczery koleś, napiętnowany przez świat, zgorzkniały, manipulujący, do którego, na Jego własne życzenie zresztą, przylgnęła łatka człowieka wyklętego, nielubianego.  Autor biografii, porównuje Jaggera do Iggiego Popa i Lou Reeda (których również uwielbiam), stawiając (wg mnie skandalicznie nieprawdziwą) tezę jakoby Jagger, w odróżnieniu od wyżej rzeczonych panów, nigdy nie był artystą kultowym, guru kolejnych generacji, idolem  z którym nastolatki na całym świecie chciałyby się utożsamiać. 


Sorry, ale albo ja czegoś tu nie rozumiem, albo moja ówczesna wiedza na temat Micka Jaggera była żenująco żadna, albo ktoś tu pisze dziwne rzeczy. Jagger był, jest i ZAWSZE będzie dla mnie postacią kultową. Od kiedy tylko pamiętam uwielbiałam Go zawsze, a muzę The Rolling Stonesów katowałam już w gimnazjum. 

Pan od biografii próbuje wcisnąć mi tu jakiś kit. Nie podoba mi się to :-) 
Nawet jeśli ma On rację (czego oczywiście nie próbuję kwestionować), to nie zgadzam się z Nim. Mam mega dobre skojarzenia z Jaggerem (a po filmie Performance to już w ogóle Go kocham) i absolutnie nie mam zamiaru zmieniać zdania.


Wybaczcie mój mały bulwers, ale z kim się nim nie podzielić jak nie z Wami :-)


ściskam,

Asia 

niedziela, 16 grudnia 2012

małe zakupy :-)

Pamiętacie jak parę dni temu pisałam na facebooku, że mam ogromną ochotę pójść na małe zakupy i że niestety choroba mi to uniemożliwia? Moje małe "marzenie" spełniło się wczoraj :) 

Jestem z siebie dumna, bo kupiłam wyłącznie potrzebne mi rzeczy, nic w nadmiarze :-)





mleczko z Neutrogeny (podobno malinowe, choć pachnie melonem :-), sole do kąpieli, maseczka z miodem i mlekiem i dwa żele pod prysznic z Isany - melon i gruszka oraz kokosowe. 


Miałyście coś z tych rzeczy?

Małe zakupy również poprawiają Wam nastrój? :-)


dobranoc,


Asi

sobota, 15 grudnia 2012

palcem po mapie...

Hej ;-)


Leniwe, zimne wieczory są idealną porą by trochę popodróżować, nawet jeśli oznacza to wędrowanie palcem po mapie ;-)


Moją wymarzoną destynacją (jedną z wielu) jest Rumunia. Nie wiem co niezwykłego jest w tym kraju, prawdę mówiąc oprócz paru oczywistych historyczno-geograficznych faktów, to niewiele o nim wiem. Natomiast wiem jedno na pewno - gdyby ktoś własnie w tej chwili zaproponował mi wspólne zwiedzanie ojczyzny hrabiego Drakuli, to nie wahałabym się nawet minuty.


Zobaczcie jak tam pięknie!



Transylwania






Bukareszt, stolica



Cóż za cudowne miejsce, chcę tam już! teraz!


Był ktoś z Was kiedyś w Rumunii? 

Macie swoje wymarzone miejsce, które musicie odwiedzić?


buziak,


Asia

czwartek, 13 grudnia 2012

ulubiony róż do policzków - Mac Dainty

swego czasu miałam małą obsesję na punkcie róży do policzków, kupowałam je na umór. Jednak jest jeden taki w mojej kosmetyczce, do którego wracam zawsze, po bardziej lub mniej udanych eksperymentach z nowymi różami ;-)


Mój ci on.....



3,5 grama różu idealnego. Jest to róż mineralny, wypiekany, nosi wdzięczną nazwę Dainty. 



z całego mojego zbioru, Dainty jest różem najczęściej przeze mnie używanym. Mam go od ok. 1,5 roku. Jak widać, jest niezwykle wydajny. Koszt to ok 60-70 zł (przynajmniej wtedy kiedy ja go kupowałam). 




róż jest bardzo trwały, nie robi plam, ani smug - bardzo dobrze się rozprowadza. Nie jest nadmiernie napigmentowany (jak np. niektóre Ingloty) i dlatego bardzo łatwo jest z nim pracować. Daje naturalne wykończenie mimo tego, że posiada drobinki (mikroskopijne, ale jednak :-). 



i ten kolor! jest piękny. Delikatny róż, z lekkimi, złotymi drobinkami, wchodzący trochę w kolor łososiowy, trochę morelowy. Rewelacja.



Różne rzeczy o Macu można powiedzieć, ale to, że robią dobre róże do policzków trzeba im oddać:-)



Macie swoje ulubione róże?


buziaki,

Asia

środa, 12 grudnia 2012

krótkie posty też są fajne?

hej :-)


dzisiaj króciutko. Na szczęście wracam powoli do zdrowia, chociaż kaszel i katar nadal mi doskwierają. Niemniej, postanowiłam, że nie zmarnotrawię kolejnego dnia, wzięłam ciepły prysznic od rana, zrobiłam sobie kawę i obrałam za cel uporanie się z bałaganem w szafie :-)

Warto czasem "przebrać" rzeczy, aby przypomnieć sobie o tych ciuchach, który leżą w naszej szafie odłogiem i powziąć decyzję co do ich dalszej egzystencji ;-). Warto również przypomnieć sobie o ulubionych częściach naszej garderoby. Moim niekwestionowanym ulubieńcem ostatnich tygodni jest ten oto sweter z Pull&Bear:

przód swetra: 


tył swetra: 


a na tyle - tył zebry :-))))

lubię takie ciuchy z "jajem". Poza tym, sweterek jest naprawdę bardzo ciepły. Nie gryzie, nie mechaci się, dobrze zachowuje się po praniu. 


jak Wam minął dzisiejszy dzień? 

macie takie "stałe" punkty swojej garderoby, do których zawsze chętnie sięgacie?


buziak,


Asia

poniedziałek, 10 grudnia 2012

hołd dla piękna - Liv Tyler :-)

Trzeba przyznać, że jest parę kobiet na tym świecie, które hipnotyzują, fascynują, sprawiają, że patrzenie na nie to pewnego rodzaju niezwykłe przeżycie. Nie muszą być idealne, książkowe, "z metra cięte" (że tak kolokwialnie się wyrażę), muszą mieć w sobie to COŚ!

Według mnie szczęśliwą posiadaczką tego CZEGOŚ jest Liv Tyler. Dla wielu pewnie trochę karykaturalna, trochę przerysowana, trochę męska. Dla mnie fenomenalna.




zdjęcia pochodzą ze strony: zeberka.pl



Stylizacja, którą zaprezentowała tu Liv, może faktycznie nie należy do najszczęśliwszych, ale jest to zupełnie nieistotne. Podejrzewam, że nawet gdyby założyła na siebie worek pokutny, wyglądałaby zjawiskowo. Jej twarz jest niesamowita, nie potrafię oderwać od Niej wzroku :-)

Myślę, że Liv nie ma oczywistej urody (jest przecież wiele aktorek, które są po prostu śliczne, nic poza tym, wg mnie zalicza się do nich Jessica Alba), natomiast Liv jest piękna, ale w bardzo wyrafinowany sposób. Sądzę, że to taki typ urody, który nikogo nie pozostawia obojętnym - albo się Ją uwielbia, albo wręcz przeciwnie. 



Lubicie urodę Liv Tyler?

Jakie są Wasze typy? :-)


ściskam,

Asia


niedziela, 9 grudnia 2012

jak chorować by nie zwariować... :-)

Jak już pewnie wiecie z facebooka (albo i nie wiecie :-) dopadło mnie wyjątkowo uciążliwe choróbsko. Męczę się od środy, od czwartku nie chodzę do pracy. Ból głowy, katar i kaszel to od kilku dni moi najwierniejsi kompani, a na separację coś się nie zanosi...

Jak mija mój chorobowy wypoczynek? Nie szaleję... ;-)




klucz do sukcesu to naturalny sok z malin. Bez cukru, konserwantów, ulepszaczy. Jest lekko kwaskowaty (bogactwo witaminy C) i naprawdę dobrze robi na gardło i ogólne samopoczucie :-) Jest drogi,  bo zapłaciłam za niego coś ok. 20 zł, ale naprawdę w czasie choroby - niezastąpiony. 




herbatka cytrynowa, odrobina cukru trzcinowego, sok z malin - MNIAM :-) 



ciepło to podstawa....grzejemy stópki :-) 



Wbrew pozorom, czas choroby można całkiem dobrze spożytkować (oczywiście kiedy człowiek jest już w stanie, a gorączka nie robi mu sieczki z mózgu ;-), toteż ja wykorzystuję go optymalnie, nadrabiam luki w lekturach, oglądam filmy i dobre seriale. 



Vonnegut to chyba mój ulubiony pisarz. Jest fenomenalny przede wszystkim dlatego, że o trudnych rzeczach pisze bez nadęcia, smutno i zabawnie jednocześnie, dając swojemu czytelnikowi idealną przestrzeń na to by załapać dystans i spojrzeć na wiele spraw pod zupełnie innym, niż dotychczas kątem. Uwielbiam!



wczoraj wróciłam sobie (po raz enty) do Hair. Nie jestem miłośniczką musicali, ale ten film uwielbiam i zawsze chętnie do niego wracam. Poza tym, darzę lata 60te ogromnym sentymentem, po pierwsze dlatego, że pisałam o nich swoją pracę magisterską, a po drugie dlatego, że kocham hipisowską atmosferę pokojowego buntu i kontrkultury. Wszystko wydawało się wtedy takie świeże, piękne, innowacyjne. 


Powróciłam także do oglądania "Sześciu stóp pod ziemią". Pamiętam jeszcze czasy, kiedy ten serial leciał w telewizji. Odświeżam go gruntownie, więc zaczęłam od pierwszego odcinka pierwszego sezonu :-) 



Z doskoku oglądam także American Horror Story (coś mnie wzięło na mroczne tematy :-) 




zdecydowałam się na oglądanie tego serialu wyłącznie przez wzgląd na to, że gra w nim Jessica Lange, którą szczerze ubóstwiam. AHS jest nieco dziwaczny, gubię wątki, czasem mnie nuży, ale trzyma w napięciu i ma w sobie to coś. No i spojrzenie p. Lange... kobieta jest po 60tce, a kiedy patrzy, sprawia, że mam dreszcze na plecach, genialna aktorka! (kto nie widział Jej w "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" z Nicholsonem, powinien żałować i szybko to nadrobić! :-). 


A jak Wy umilacie sobie czas choroby? 

Macie jakieś niekonwencjonalne sposoby?


ściskam i wszystkim życzę zdrowia!!!


Asia


czwartek, 6 grudnia 2012

inspirująca Miley :-)

Nigdy nie sądziłam, że na liście moich inspiracji wyląduje Miley Cyrus. Ostatnimi czasy dziewczyna przeszła niezwykłą metamorfozę, myślę, że zmiana wyszła Jej na plus :-)

Uwielbiam taki niewymuszony minimalizm z lekko odjechanym akcentem (w tym przypadku są to buty Balenciagi). To trochę jak jajko niespodzianka, na pierwszy rzut oka nic nadzwyczajnego, jednak, gdy przyjrzymy się dokładniej, okazuje się, że stylizacja kryje w sobie kilka wyjątkowo ciekawych smaczków. Myślę, że oprócz butów na szczególną uwagę zasługują również okulary. Połączenie czerni i złota - uwielbiam :-)






zdjęcia pochodzą ze strony zeberka.pl



Podoba się Wam stylizacja Miley?

Lubicie minimalizm przełamany jakimś zwariowanym akcentem?


buziak,


Asia

środa, 5 grudnia 2012

mój nowy przyjaciel na lata :-)

Czy mogę się trochę pochwalić...?


Wiem, że to niezwykle próżne tak się ekscytować zegarkiem, ale.....


jestem zauroczona, zakochana, ubóstwiam, uwielbiam, kocham miłością bezkresną i musiałam podzielić się z Wami moim szczęściem :-)








Pasek wykonany jest ze specjalnego rodzaju kauczuku, pani powiedziała, że mogę nawet brać w nim prysznic :-) Zegarek jest bardzo lekki, z dużą, czytelną tarczą - idealną dla takiego ślepca jak ja ;-)

To wstyd tak jarać się rzeczami, ale naprawdę cieszę się jak dziecko za każdym razem, gdy na niego patrzę :-) 



podoba Wam się



ściskam,

Asia