piątek, 27 grudnia 2013

zdrowe wytchnienie po świętach!

witajcie po świętach!


brzuchy pełne? 

ja powiem Wam szczerze, że nie objadałam się jakoś szczególnie, ale mimo wszystko świąteczne jedzenie jest bardzo ciężkie i raczej nie na mój żołądek.

dzisiaj na obiad przyrządziłam sobie sałatkę - warzywa plus kurczak okraszony moją ulubioną przyprawą, czyli curry :) 



 skład sałatki banalnie prosty: pomidor, żólta papryka, ogórek i kurczak. 



 do tego odrobina sosu balsamico - dla podkreślenia smaku. 



parę ziarenek słonecznika (które można wcześniej podprażyć) oraz żurawina.




pysznie, prosto, szybko i zdrowo - czyli tak jak lubię! :))



buziaki,


Asia

czwartek, 19 grudnia 2013

Mozaika z NYX - pierwsze wrażenia :-)


Cześć!

dzisiaj parę słów na temat mojego najnowszego łupu z NYX. Jak do tej pory, zaznajomiłam się tylko z błyszczykami tej firmy (były genialne!), mozaika to kompletny strzał w ciemno, mam nadzieję, że niechybiony :-) 


zdecydowałam się na odcień 04 Peachy, kupiłam ją w Douglasie za ok 35 zł. 







Sama forma mozaiki jest dla mnie nowością, zawsze sięgałam po jednolite bronzery, czy róże. Nie wiem jeszcze czy to fajne, czy nie, trochę mam wrażenie, że mogę się tym pobrudzić, przez to, że kolor nie jest równomierny :-)


Cieszę się, że produkt jest bezdrobinkowy i ma ładne, ciepłe tony pasujące do mojej karnacji. 

Jedynym minusem, który odnotowałam (a stosowałam produkt raz, dziś rano :), jest to, że bardzo osypuje się przy nakładaniu. Mimo, że mozaika jest w kamieniu, przy aplikacji zachowuje się właściwie jak puder sypki! Zobaczymy jak to będzie przy następnych aplikacjach :) 


A czy Wy stosowałyście ten produkt? 

Jakie inne kosmetyki marki NYX polecacie? (oprócz błyszczyków:-)



ściskam,

Asia


piątek, 13 grudnia 2013

czytam!

cześć!
 
choróbsko mnie dopadło, ogólne osłabienie i kiepski nastrój. Seriale mi się pokończyły (Boże, jak to brzmi...;) i wróciłam do tego co chyba relaksuje mnie najbardziej - do czytania!
 
 
 
regularnie czytałam sobie "Morfinę" Twardocha, ale Jego styl pisania jest dla mnie bardzo męczący. Książka bardzo mi się podoba i trafia do mnie, ale już wiem (po przeczytaniu pierwszych stu stron), że konieczne będą dla mnie przerwy, właśnie przez wzgląd na formę.
 
 
potrzebowałam czegoś prostego i przystępnego :-) sięgnełam do klasyki kryminału - Agathy Christie!
 
 
 
 
Karaibską Tajemnicę łyknęłam w noc (niestety w połowie książki wiedziałam już kto jest mordercą i niestety - nie myliłam się;). Tajemnicę Bladego Konia (lol :D) mam zamiar pochłonąć dzisiaj. Może nie jest to wybitna literatura, ale jest dobrze napisana, trzyma poziom, wciąga i relaksuje. Na obecny czas nic innego mi nie trzeba!
 
 
 
jak już skończę z Agathą, biorę się za odświeżenie kolejnego klasyka, ale już z absolutnie innego gatunku :)
 
 
 
Ostatni raz "Zbrodnię i Karę" czytałam w liceum, mam ochotę odświeżyć sobie tę pozycję, lubię wracać do książek po latach :)
 
 
 
 od pewnego czasu tak właśnie spędzam większość czasu.... bardzo spokojnie :) chyba ta aura tak na mnie wpływa.
 
 
buziaki dla Was,
 
Asia


piątek, 6 grudnia 2013

zdrowe pyszności :-)


hej,


dzisiaj post o moich ostatnich zakupach spożywczych :) wszystko zdrowie i pyszne, więc z czystym sercem mogę polecać!


przede wszystkim - domowej roboty sok aroniowy, który dolewam sobie do herbaty. Nie lubię słodzonych syropów, które dominują na półkach sklepowych. Prawda jest taka, że jeżeli chcemy coś zdrowego, bez tony cukru i konserwantów musimy zapłacić za to więcej. Niezły paradoks, prawda? Ten sok z aronii jest bez grama cukru, jest cierpki i gorzki, ale przynajmniej czuję prawdziwy smak aronii! 






kolejną pychotą jest pasztet pomidorowy z cieciorką, bez mięsa. Za mięsnymi pasztetami nie przepadam (lubię wyłącznie ten, który robi moja mama) - są tłuste i napakowane chemią (w większości). Ten jest przepyszny, lubię go jeść z bułką szpinakową, pomidorem, kiełkami i białym pieprzem :)


jeżeli chodzi o makarony - bez bicia przyznaje, że to moja słabość. Najbardziej lubię orkiszowy i z pełnego ziarna. Ten jest pyszny, bardzo polecam. Z pastą pomidorową, brokułami i czosnkiem tworzy najprostszy i zarazem bardzo dobry obiad :)


i to wszystko :-) a Wy kupiłyście ostatnio coś pysznego? :-)



ściski,

Asia




środa, 4 grudnia 2013

tusz pogrubiający Extreme Lashes Volume Mascara z Wibo, czyli tanie znaczy dobre :-)



cześć!

dzisiaj parę słów na temat tuszu do rzęs firmy Wibo. Fuksjowe opakowanie kryje w sobie maskarę pogrubiającą i płacimy za nie nie więcej niż 10 zł :-) 





szczoteczka - od razu pierwszy zachwyt! jestem przyzwyczajona do tego, że maskary pogrubiająca cechują się ogromnymi "szczotami", których zbliżenie do oka wywołuje dreszcze na całym moim ciele. W tym przypadku szczoteczka jest mała, zgrabna, nie za długa. Nie dość, że nie wywołuje u mnie grozy :), to dodatkowo dociera do najkrótszych rzęs i pięknie je podkreśla. 









odnośnie pogrubienia - tusz radzi sobie idealnie. Rzęsy naprawdę są mocno podkreślone, a żeby uzyskać taki efekt jak na zdjęciu poniżej wystarczą zaledwie dwa pociągnięcia. Oczywiście efekt możemy stopniować i nakładać kolejne warstwy w celu uzyskania bardziej dramatycznego looku, ale w dziennym makijażu nie lubię przesadzać :) Istnieje natomiast ryzyko sklejenia rzęs i pojawienia się grudek, zwłaszcza kiedy wykonujemy makijaż szybko. Nie zauważyłam aby osypywał się czy kruszył w ciągu dnia.




kolejnym plusem jest z pewnością to, że maskara nie jest wyłącznie pogrubiająca. Według mnie, spełnia ona wszystkie funkcje - pogrubia, podkręca, wydłuża, podkreśla rzęsy. Ma ładną, głęboką czerń i odpowiednią konsystencję - nie jest ani za gęsty ani za rzadki. 


to bybyło na tyle. Kolejny pewniak z Wibo (obok lakierów i linera w kałamarzu), 


polecam gorąco!



ściskam,

Asia

czwartek, 28 listopada 2013

parę słów o masce do włosów z naturalnymi olejami firmy L'Biotica Biovax

 witajcie po dłuższej przerwie :-)


dzisiaj parę słów na temat maski Biovax, z dodatkiem naturalnych olejów. W składzie znalazły się ekstrakty z arganu, makadamii i kokosu, a głównym zdaniem maski jest intensywna regeneracja włosów.  

 dla osób zwracających uwagę na skład, istotnym punktem jest to, że maska pozbawiona jestem parabenów i SLSów. 









Czy jestem zadowolona z maski? 

TAK! 

dlaczego?


- mimo tego, że maska ma działanie intensywnie regenerujące NIE obciąża moich włosów. Mogę w niej chodzić nawet godzinę (z turbanem na głowie) z gwarancją, że włosy nie będą tłuste następnego dnia. 


- maska regeneruje włosy, są po niej zdrowsze i silniejsze. Natomiast nie wiem czy jest to regeneracja intensywna. Podejrzewam, że właścicielki bardzo zniszczonych, wysuszonych włosów nie byłyby w pełni zadowolone. 

- bardzo ładnie pachnie, ale zapach to generalnie atut wszystkich masek z L'biotici.

- włosy pięknie się błyszczą (błysk widoczny nawet na włosach blond:)

- włosy po masce rozczesują się idealnie. Nie potrzebuję dodatkowo psikać ich odzywką przeciw plątaniu włosów. Jak dla mnie to jeden z większych plusów tej maski. 

- wydajna

- wygodne opakowanie 

- fajna, nielejąca się konsystencja. 


Produkt spełnił moje oczekiwania w 100%. Myślę, że kiedy mi się skończy, sięgnę po następną maskę z serii Biovax, chociaż tym razem rozejrzę się za seria do włosów blond :-)



A wy miałyście okazję testować tę maskę?


ściskam,


Asia

czwartek, 21 listopada 2013

zakupy! :)


Cześć!


parę dni temu stękałam na facebooku, że marzy mi się fajna bielizna. Z takim własnie zamiarem wybrałam się na zakupy. Myślałam o koronkowej, jednak moja praktyczna strona wzięła górę i wybrałam sobie zestaw gładki (choć majtki i boki stanika są pokryte delikatną koronką, yeah!:). Absolutnie zakochałam się w kolorze - również praktyczny (bo ciemny), ale nie czarny (wreszcie:). Piękny głęboki fiolet, uwielbiam takie odcienie! :-) 





tyle z planowanych zakupów.... :)


oprócz tego zaszalałam z przyprawami (kupiłam kardamon, goździki i kumin), kalendarz z Empiku na 2014 rok (ależ ten czas leci!) i olejek arganowy do włosów (kupiony w Rossmannie za niecałe 10 zł)


patent mam taki, że najpierw rozbijam w moździerzu kardamon w łupinach, następnie usuwam je i biorę się za rozbijanie nasionek :-) 



pachnie obłędnie! mam zamiar zrobić muffinki z kardamonem :-) 


a Wy jakie zakupy preferujecie? spontaniczne, czy te zaplanowane? :-)


ściskam,


Asia


środa, 20 listopada 2013

wrażenia po filmie - Wenus w Futrze Romana Polańskiego.

ok, powiem wprost - lubię kino Polańskiego - czasem dziwne, smutne, intrygujące, czasem przerażające, kino raczej wymagające (pomijając kilka wpadek). Polański to reżyser mądry i zdolny i co do tego nie ma absolutnie żadnych wątpliwości :) 

Prawdą jest, że jestem fanką "starego" kina Polańkiego, mam tu na myśli przede wszystkim filmy takie jak Wstręt, Lokator, Rosemary's Baby czy Chinatown (przyznam się, że Jego najnowsze produkcje z reguły nie przypadały mi do gustu), natomiast "Wenus w Futrze" to niewątpliwie powrót do dawnej formy i naprawdę znakomite kino!




plakat jest świetny, w pełni oddaje ducha filmu, a czerwone tło dodatkowo rozpala zmysły :) nie podoba mi się jedynie wzmianka - pięćdziesiąt twarzy kobiety - nawiązanie ewidentne i raczej tanie. Polański robi sztukę wysoką, nie potrzebuje chwytliwej reklamy polegającej na odniesieniu do czegoś, co koło sztuki (jakiekolwiek) nawet nie stało :) Zastanawia mnie czy taki bubel zaistniał  na plakacie jedynie w polskiej wersji, czy ogólnoświatowej, za pozwoleniem, jak rozumiem, reżysera?

krótki opis filmu: 

Głównym bohaterem "Wenus w futrze" jest Thomas, reżyser poszukujący do swojej nowej sztuki odtwórczyni głównej roli. Wyczerpujący casting do nowego spektaklu nie przynosi rezultatu. Żadna z kandydatek nie nadaje się do roli kobiety, która zawiera umowę z mężczyzną, by uczynić z niego niewolnika. Zrezygnowany reżyser już zbiera się do wyjścia, gdy do teatru wpada Wanda. Wydaje się bezczelna, niewychowana, zdesperowana i nieprzygotowana. Gdy Thomas niechętnie zgadza się dać jej szansę, aktorka przechodzi oszałamiającą metamorfozę.

opis pochodzi ze strony filmweb.pl




Od razu zastrzegam - jeżeli spodziewacie się historyjki o sado maso, nagości i seksu (stąd myślę mylne nawiązanie do "Pięćdziesięciu twarzy Greya") - to tego w tym filmie nie znajdziecie :) Film kipi od erotyzmu, ale wyłącznie (oczywiście pomijając nieziemski sexappeal pani Emmanuelle Seigner) na poziomie intelektualnej interakcji między bohaterami. Tutaj "seks" dzieje poprzez tekst - początkowo tekst sztuki, następnie tekst scenariusza filmu, a potem przez jedno i drugie, bo teatr i życie (to filmowe) tworzą ustawicznie przenikającą się całość :)

i własnie to jest świetne!

natychmiast na myśl przyszedł mi Szekspir, który powiedział, że "świat jest teatrem, a aktorami ludzie". Myślę, że film Polańskiego oddaje to w pełni, po jakimś czasie kompletnie tracimy rozeznanie i już nie wiemy kto jest kim - czy aktor grający reżysera spektaklu gra aktora, reżysera, postać, czy też samego siebie? z Wandą sytuacja ma się analogicznie, postać jest absolutnie niesamowita, hipnotyzująca i skonstruowana w bardzo nietuzinkowy sposób :)

Podobno film ma być satyrą wycelowaną w seksizm - nie wiem do końca czy faktycznie taki był zamysł reżysera, ale nie da się ukryć, że siłą napędową i sprawczą filmu jest kobieta. Masochizm Thomasa polega na absolutnym podporządkowaniu się Wandzie. Mężczyzna staję się przedmiotem, jest bierny i czerpie z tego przyjemność. Wanda dominuje, ale też umiejętnie manipuluje swoim partnerem - to ona rozdaje karty :) poza tym, jest absolutnie wyjątkowa i uzdolniona - wciela się w rolę oświetleniowca, kostiumologa (przychodzi ze wszystkimi rekwizytami potrzebnymi do spektaklu), zna tekst sztuki lepiej niż sam reżyser i w efekcie to ona reżyseruje sztukę, mówiąc Thomasowi jak ma grać, gdzie ma stanąć i jak interpretować tekst.

Jeśli w tym filmie nie ma podtekstu feministycznego, to z pewnością jest dowód na absolutnie uwielbienie Emmanuelle przez Polańskiego (swego małżonka zresztą:)


chociaż uważam, że z kreacją na premierę filmu nieco przesadziła:




ekhm...

Podsumowując, ja filmem jestem zachwycona, z chęcią obejrzę go ponownie. Polecam wszystkim, którzy lubią ambitne i mądre produkcje.



ściski,


Asia

niedziela, 17 listopada 2013

śniadanie!



witajcie!

śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, wiemy to wszyscy, ale czy wszyscy się do tego stosujemy? ja nie, w ciągu tygodnia, dzień zaczynam od kawy, czasem od wody z cytryną, ale pierwszy posiłek pałaszuję dopiero ok. godziny 10:00 (a wstaję o 6:00). Niedziela to dzień dla mnie, mam czas na wszystko, więc czas śniadania celebruję należycie :-) 

dzisiaj przygotowałam sobie ryż na mleku z cynamonem, cukrem trzcinowym i suszonymi śliwkami :) 


żeby mieć mniej roboty rano, dzień wcześniej ugotowałam sobie ryż i włożyłam go do lodówki. Rano wystarczy wrzucić go na patelnie, dodać odrobinę mleka i podgotować. 


do tego kawa i można pałaszować! 

pycha!


a Wy przygotowujecie sobie coś specjalnego na niedzielne śniadania? 


Asia

czwartek, 14 listopada 2013

dzienny makijaż oka z turkusową kreską


hej!

eksperymenty z makijażem mam już za sobą (przynajmniej w tygodniu, bo podczas weekendu lubię sobie zaszaleć:). Kiedyś bawiłam się kolorowymi cieniami, stawiałam na intensywny makijaż oka, pyłki, kolorowe linery, brokaty - ciągle coś zmieniałam i ulepszałam. Dzisiaj moją domeną jest minimalizm, a codzienny makijaż ograniczam do rozświetlającego cienia na całej powiece, kreski z jaskółką (obowiązkowo), ciemniejszego cienia w załamaniu (czasem) i tuszu do rzęs. Zrzucam to na karb braku czasu, bo szczerze mówiąc wolę sobie dłużej pospać, niż szaleć z make-upem :) 

Natomiast kiedy mam ochotę na jakąś odmianę (ale nadal nie kosztem dłuższego pobytu w łóżku:), sięgam po jeden dodatkowy element - kredkę do oczu w jakimś fajny, nietuzinkowym kolorze. 




w tym przypadku skusiłam się na moją nowo-zakupioną kredkę z Sephory (o której możecie przeczytać post poniżej) i połączyłam ją z fioletowym linerem (zresztą znakomitym) z Essence. Do tego standard - tusz z Miss Sporty oraz przepiękny subtelny pigment, który dostałam od Arsenic :) 




taka kreska na linii wodnej wygląda bardzo ładnie, nie obciąża oka, wręcz przeciwnie - całemu makijażowi nadaje lekkości i polotu. Pierwotnie kupowałam ją z zamiarem stosowania jej jako podkład pod kreskę na górnej powiece i myślę, że mój jutrzejszy makijaż będzie realizacją tego zamiaru :) postaram się cyknąć fotkę i pokazać Wam jak to wygląda. 


buziaki,


Asia