środa, 20 listopada 2013

wrażenia po filmie - Wenus w Futrze Romana Polańskiego.

ok, powiem wprost - lubię kino Polańskiego - czasem dziwne, smutne, intrygujące, czasem przerażające, kino raczej wymagające (pomijając kilka wpadek). Polański to reżyser mądry i zdolny i co do tego nie ma absolutnie żadnych wątpliwości :) 

Prawdą jest, że jestem fanką "starego" kina Polańkiego, mam tu na myśli przede wszystkim filmy takie jak Wstręt, Lokator, Rosemary's Baby czy Chinatown (przyznam się, że Jego najnowsze produkcje z reguły nie przypadały mi do gustu), natomiast "Wenus w Futrze" to niewątpliwie powrót do dawnej formy i naprawdę znakomite kino!




plakat jest świetny, w pełni oddaje ducha filmu, a czerwone tło dodatkowo rozpala zmysły :) nie podoba mi się jedynie wzmianka - pięćdziesiąt twarzy kobiety - nawiązanie ewidentne i raczej tanie. Polański robi sztukę wysoką, nie potrzebuje chwytliwej reklamy polegającej na odniesieniu do czegoś, co koło sztuki (jakiekolwiek) nawet nie stało :) Zastanawia mnie czy taki bubel zaistniał  na plakacie jedynie w polskiej wersji, czy ogólnoświatowej, za pozwoleniem, jak rozumiem, reżysera?

krótki opis filmu: 

Głównym bohaterem "Wenus w futrze" jest Thomas, reżyser poszukujący do swojej nowej sztuki odtwórczyni głównej roli. Wyczerpujący casting do nowego spektaklu nie przynosi rezultatu. Żadna z kandydatek nie nadaje się do roli kobiety, która zawiera umowę z mężczyzną, by uczynić z niego niewolnika. Zrezygnowany reżyser już zbiera się do wyjścia, gdy do teatru wpada Wanda. Wydaje się bezczelna, niewychowana, zdesperowana i nieprzygotowana. Gdy Thomas niechętnie zgadza się dać jej szansę, aktorka przechodzi oszałamiającą metamorfozę.

opis pochodzi ze strony filmweb.pl




Od razu zastrzegam - jeżeli spodziewacie się historyjki o sado maso, nagości i seksu (stąd myślę mylne nawiązanie do "Pięćdziesięciu twarzy Greya") - to tego w tym filmie nie znajdziecie :) Film kipi od erotyzmu, ale wyłącznie (oczywiście pomijając nieziemski sexappeal pani Emmanuelle Seigner) na poziomie intelektualnej interakcji między bohaterami. Tutaj "seks" dzieje poprzez tekst - początkowo tekst sztuki, następnie tekst scenariusza filmu, a potem przez jedno i drugie, bo teatr i życie (to filmowe) tworzą ustawicznie przenikającą się całość :)

i własnie to jest świetne!

natychmiast na myśl przyszedł mi Szekspir, który powiedział, że "świat jest teatrem, a aktorami ludzie". Myślę, że film Polańskiego oddaje to w pełni, po jakimś czasie kompletnie tracimy rozeznanie i już nie wiemy kto jest kim - czy aktor grający reżysera spektaklu gra aktora, reżysera, postać, czy też samego siebie? z Wandą sytuacja ma się analogicznie, postać jest absolutnie niesamowita, hipnotyzująca i skonstruowana w bardzo nietuzinkowy sposób :)

Podobno film ma być satyrą wycelowaną w seksizm - nie wiem do końca czy faktycznie taki był zamysł reżysera, ale nie da się ukryć, że siłą napędową i sprawczą filmu jest kobieta. Masochizm Thomasa polega na absolutnym podporządkowaniu się Wandzie. Mężczyzna staję się przedmiotem, jest bierny i czerpie z tego przyjemność. Wanda dominuje, ale też umiejętnie manipuluje swoim partnerem - to ona rozdaje karty :) poza tym, jest absolutnie wyjątkowa i uzdolniona - wciela się w rolę oświetleniowca, kostiumologa (przychodzi ze wszystkimi rekwizytami potrzebnymi do spektaklu), zna tekst sztuki lepiej niż sam reżyser i w efekcie to ona reżyseruje sztukę, mówiąc Thomasowi jak ma grać, gdzie ma stanąć i jak interpretować tekst.

Jeśli w tym filmie nie ma podtekstu feministycznego, to z pewnością jest dowód na absolutnie uwielbienie Emmanuelle przez Polańskiego (swego małżonka zresztą:)


chociaż uważam, że z kreacją na premierę filmu nieco przesadziła:




ekhm...

Podsumowując, ja filmem jestem zachwycona, z chęcią obejrzę go ponownie. Polecam wszystkim, którzy lubią ambitne i mądre produkcje.



ściski,


Asia

15 komentarzy:

  1. Jak będę mieć możliwość, to chętnie obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam twórczość Polańskiego a o tym filmie mówił mi kilka dni temu kumpel, że świetny jest! Twój post jeszcze bardziej mnie zachęcił :))

    OdpowiedzUsuń
  3. wybieram się do kina, uwielbiam Polańskiego, Emanuelle też, zdecydowanie lepiej radzi sobie jako aktorka niż piosenkarka...no ale kto bogatemu zabroni :) z nowości kinowych polecam Kapitana Philipsa no i Wyścig oczywiście:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zainteresowałaś mnie tym filmem, a co do kreacji aktorki to masz rację za dużo odsłania, co wcale nie jest sexy

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam bardzo podobne odczucia i wreszcie trafiłam na kogoś, kto jest również zachwycony! Dziwnym trafem moi znajomi oraz partner uważają film za nieporozumienie. W zupełnej opozycji z kolei są krytycy filmowi, których recenzje zachwalają produkcję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem napalona na ten film,a po recenzji jeszcze bardziej! Co do sukienki,to jest piękna,ale wyjątkowo nie pasuje do e.s. i mimo że też jest ładną kobietą wygląda w niej nieco pokracznie ....

    OdpowiedzUsuń
  7. No rzeczywiście, niezbyt trafiony wybór sukni ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na pewno obejrzę ten film, uwielbiam kino Polańskiego (i też wolę te starsze filmy, więc dobrze słyszeć, że "wrócił do formy"). A suknia wyjątkowo brzydka, ta pani wygląda niesamowicie jak na swój wiek, ale bez przesady....Myślę, że nawet młode dziewczyny w większości nie do końca dobrze by się w niej prezentowały.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podzielam zachwyt, bo mnie film również się bardzo podobał!

    OdpowiedzUsuń
  10. byłam go ciekawa odkąd obejrzałam zwiastun. Teraz wiem, że musze go obejrzeć :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Dla mnie film byłby świetny gdyby trwał odrobinę krócej. Po pewnym czasie umysł i ciało mi się po prostu "zmęczyły". Mimo to, u mnie 9/10. Zdecydowanie Polański wraca do dawnej formy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no faktycznie, 10 min, mniej by mu nie zaszkodziło :)

      Usuń
  12. Film na pewno obejrzę, a suknia na premierę wyjątkowo nieudana...

    OdpowiedzUsuń
  13. z niecierpliwością czekałam na ten film i po tym wpisie na pewno na niego pójdę :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja sto lat temu czytalam ksiazke 'venus in furs', od ktorej autora wzial sie termin sado-masochism. Hmmm.... nie wiem czy film jest na jej podstawie, ale ogladne.

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za komentarz!