wtorek, 26 marca 2013

KONKURS: wygraj urządzenie do usuwania owłosienia - Philips Lumea!

Miło mi niezmiernie zaprosić Was na konkurs :-) Podejrzewam, że wiecie doskonale o co chodzi...pisałam już o nim na facebooku jakiś czas temu, a poza tym widziałam, że kilka blogerek umieściło już informacje odnośnie konkursu. :-)


Jeśli chodzi o samo urządzenie, trzeba nastawić się na dwie podstawowe rzeczy - cierpliwość i systematyczność. Należy pamiętać, że Philips Lumea usuwa włoski metodą IPL, to NIE jest laser!




z technicznego punktu widzenia - używanie Lumei to czysta przyjemność. Urządzenie jest bardzo poręczne, łatwe w obsłudze, a sama bateria starczyła mi na trzy serie zabiegów - to bardzo dużo!


fajnym rozwiązaniem jest światełko sygnalizujące "gotowość" urządzenia do strzału. Sam strzał nie jest inwazyjny, nie potrzebne są nam okulary podczas zabiegu. 




Ważne by się nie zniechęcać, ja po 4 zabiegach (a skupiałam się najbardziej na pachach i łydkach), nie zaobserwowałam właściwie żadnych rezultatów, oprócz tego, że włoski na łydkach były nieco "słabsze", a depilacja golarką minimalnie krótsza (najpewniej dlatego, że włoski na nogach mam ciemniejsze, im ciemniejsze włoski, tym efektywniejsze ich długotrwałe usunięcie).



Po 6 zabiegach (póki co tyle ich własnie wykonałam), włoski na nogach są faktycznie mniej liczne. Do strzałów pod pachami nieco się zniechęciłam, zauważyłam, że są miejsca pod pachą, gdzie uderzenie światła sprawia mi ból. Niemniej, jestem bardzo zdeterminowana by pozbyć się owłosienia pod pachami, więc nie poddam się :-)


Wiem jedno, na zabieg usuwania owłosienia metodą IPL nie udałabym się do salonu dermatologicznego. Pochłonęłoby to masę czasu i pieniędzy. W warunkach domowych, w pewnym momencie zabieg staje się rytuałem, rutyną...przedłużeniem wieczornej pielęgnacji. A świadomość, że za jakiś czas nogi i pachy faktycznie wolne będą od włosów, dodatkowo nakręca bardzo pozytywnie :-)



a teraz przechodzimy do meritum posta, czyli do KONKURSU :-)


Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z regulaminem - KLIK

Aby zgłosić swoją kandydaturę, należy skorzystać z widgetu poniżej:







i w 500 znakach odpowiedzieć na pytanie konkursowe - Długotrwała gładkość jest ważna, ponieważ daje kobiecie... 




trzymam za Was kciuki :-)


buziaki,


Asia

wtorek, 19 marca 2013

codzienny makijaż oka :-)


DOŚĆ MAM TEJ ZIMY, IDŹ JUŻ SOBIE, AKYSZ!



a wracając do meritum posta, mam dla Was dwie fotki obrazujące mój codzienny makijaż. Wykonuję go do znudzenia od paru tygodni...szybki, prosty, zwyczajny i dobry na każdą okazję. 





brwi zaznaczam bardzo delikatnie (nie uwierzycie, ale wykorzystuję do tego celu cień Satin Taupe z Maca. Wiem, że to nie do końca mądre, bo ma on wykończenie satynowe, ale wydaję mi się, że najbardziej mi pasuje - nie jest ani za ciemny ani za jasny). 






Następnie na całą powiekę nakładam cień Gleam (również Mac). Prezentuje się on następująco: 



cień jest cudny, złoto-łososiowy, z widocznymi drobinkami. Pieknie rozświetla spojrzenie, do oczu zielono-niebieskawych (takich jak moje) pasuje idealnie. W załamanie nie kładę żadnego cienia, wyciągam oko kreską, którą wykonuję nieśmiertelnym i niezawodnym eye-linerem z Wibo





bezdyskusyjnie najlepszy liner na rynku. Czarny, trwały, z idealnie cienką, ale bardzo stabilną i mocno osadzoną końcówką. To chyba moje trzecie lub czwarte opakowanie :-) Kosztuje chyba niecałe 8 zł. 






tusz mam z Miss Sporty, nie jest ani zły ani szalenie dobry, na 10 punktów dałabym mu 7 :-) 



pamiętam, że kupiłam go na promocji rossmannowskiej w listopadzie i nadal go męczę :-) Kosztował niewiele, a ze zniżką załapałam sie na tusz za nie więcej niż 10 zł. Jak na taką cenę jest naprawdę OK!







podkład z BioDermic, puder Vichy, róż z Bobbi Brown, a na ustach nowa szminka z Golden Rose 



i to by było na tyle, zwyklak aż do bólu :-)

mimo tej zimowej aury, ściskam Was ciepło i wiosennie,


buziak,


Asia

czwartek, 14 marca 2013

update pięlęgnacji wieczornej

Pod filmikami pojawia się sporo pytań o pielęgnację. Postnowiłam pokazać Wam, co robię z buzią przed pójściem spać :-)




Parę dni temu dorwałam w Rossmannie gąbkę Konjac (ok 14 zł). Słyszałyście o tym wynalazku? Podobno jest to produkt naturalny, uzyskiwany z korzeni drzewa azjatyckiego. Zapowiada się całkiem fajnie, jeszcze nie testowałam :-) 










Od paru dni korzystam także z takiej oto szczotki (również kupiona w Rossmannie). Po przemyciu twarzy płynem micelarnym, nanoszę niewielką ilośc żelu Vichy (widocznym na zdjęciu) na szczotkę i delikatnie oczyszczam buzię. Włosie szczotki jest miękkie i nie narusza naskórka twarzy. Po takim "zabiegu" mam wrażenie, że buzia jest bardziej dokrwiona, fajne uczucie :-) 





Następnie przemywam sobie twarz tonikiem z glukonalaktonem od Aleksandry (ArsenicMakeup - swoją drogą bardzo polecam Wam Jej bloga, Ola jest absolutnie fantastyczna:-) Tonik jest faktycznie fenomenalny, bardzo ładnie nawilża i rozjaśnia buzię!





Jeżeli akurat zapomnę o toniku od Oli (bo bezwzglednie trzymam go w lodówce:-), to sięgam po oliwkowy tonik z BioDermic (rano równiez przemywam nim buzię). Kolejny strzał w dziesiątkę, naprawdę bardzo dobry produkt, mój osobisty ulubieniec jeżeli chodzi o kosmetyki z tej firmy. 





Zwieńczeniem wieczornej pielęgnacji jest żelowy krem z Biotherm. Drogi, ale mega wydajny,stosuję go nieprzerwanie od końcówki grudnia i mam połowę :-) Świetnie nawilża, nie jest cięzki, szybko się wchłania. Lubię go. 





często zmieniacie swoją pielęgnacje? czy raczej trzymacie sie kurczowo stałych, sprawdzonych kosmetyków? 


ściskam,


do przeczytania,


Asia

poniedziałek, 11 marca 2013

śmiech przez łzy... :-)

Ostatnimi czasy (ze względu na tę przedłużającą się zimę) desperacko poszukuję sposobów na poprawę humoru. Apogeum uśmiechu (choć to dość przekorne) wywołuje u mnie kotka Grumpy Cat, na pewno doskonale Wam znana z memów rozpowszechnionych na facebooku.


Oprócz tego, że Grumpy jest ekstremalną malkontentką, zdegustowaną wszystkimi i wszystkim,  z miną, której nie powstydziłby się nawet najbardziej zgorzkniały i wprawiony hejter, kociak jest absolutnie czarujący i....wbrew swemu złowrogiemu imageowi....rozczulający serca wszystkich miłośników kocich wdzięków (do których ja się zaliczam:-).



oto parę fotek:











słodkość absolutna.....





***widzicie ten pyszczek???***




nie wiem czy Grumpy Cat działa na Was tak samo jak na mnie, ale wiem jedno....gdy tylko mi źle (bo np. patrzę na śniegowy armagedon za oknem), wchodzę na stronę małej marudy i coś we mnie w środku pęka....rozczula i rozśmiesza jednocześnie. Kocham koty całym serce, chyba czas rozejrzeć się za jakimś kocim towarzyszem :-) 



ściskam kocio,


Asia

czwartek, 7 marca 2013

małe zakupy na poprawę humoru i starcie pudrów sypkich :-)

małe zakupy na poprawę humoru zawsze działają! oto moje łowy :-)



transparentny puder Vichy Dermablend, krem do rąk z Bielendy (jest boski!) i konturówka do ust z Wibo.



na ten puder czaiłam się już od dłuższego czasu. Miałam okazję (i to nawet parokrotnie) testować podkład Vichy Dermablend, który w naprawdę trudnych trądzikowo momentach spisywał się znakomicie. Oczekiwania wobec pudru są naprawdę wysokie (wprost proporcjonalnie do ceny, ok 70 zł;-). Mam nadzieję, że im sprosta ten białasek ;-)




Jeśli poszperacie w moich starszych filmikach, znajdziecie recenzję pudru bambusowego z Biochemii Urody. Niewątpliwie był to jeden z lepszych pudrów, które miałam okazję testować. Niestety puder nie jest ogólnodostępny, a mnie, jako leniowi śmierdzącemu, złożenie zamówienia przychodzi z wielką trudnością....Dlatego sięgam przeważnie po to co mam pod ręką. I tak też było w przypadku sypkiego pudru z Manhattanu.




Na pewno nie był to zły wybór. Uważam, że puder z Manhattanu jest jednym z lepszych pudrów drogeryjnych. Dobrze matuje, jest bardzo wydajny i stosunkowo niedrogi. Jego wadą jest na pewno to, że jest dość ciężki i po pewnym czasie staje się na buzi widoczny, podkreślając wszystko to co niepożądane. Nie wykończyłam go jeszcze (choć została mi końcówka) i wiem, że to wbrew koncepcji denka, ale czułam, że czas na zmianę :-)




coś czuję, że puder z Vichy starczy mi na ładnych parę miesięcy.... jeśli ten z Manhattanu, a ma mniejszą gramaturę o prawie 10 gramów, używałam bodajże od maja, to białasek potowarzyszy mi przynajmniej przez rok ;-)



ściskam Was i do przeczytania w następnym poście,


Asia

piątek, 1 marca 2013

śniadanie - jemy smacznie i zdrowo :-)

Mawiają, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. U mnie wygląda to następująco, wstaję bardzo wcześnie, ok godz. 6 rano, teoretycznie mogłabym wygospodarować chwilę, by oprócz kawy (którą popijam w trakcie robienia makijażu:-), zjeść coś, jednak o tak wczesnej porze, mój żołądek jest na bakier z wszelką formą konsumpcji ;-)

W związku z tym, śniadanie, które dzień wcześniej sobie przygotowuję, jem w pracy. Ma być syto i zdrowo i najlepiej bez chleba :-) oto co uwielbiam :-)



płatki owsiane plus wszelkiego rodzaju dodatki :-)


bardzo prosty i szybki posiłek. A "trzyma" cały dzień :-)


jedynym stałym punktem programu są oczywiście płatki. Z pozostałymi składnikami można eksperymentować.


ja dodaję to co akurat mam w kuchni. Migdały, suszone morele, pestki dyni, rodzynki, bakalie, suszoną żurawinę. Zalewam wszystko mlekiem i odstawiam na całą noc. Rano wrzucam pokrojone w kosteczki jabłko. 


Przekładam sobie porcje do pojemniczka śniadaniowego i podjadam cały dzień w pracy. Jest zdrowo i naprawdę niezwykle sycąco :-)


a Wy co jecie w pracy lub szkole?

stawiacie na tradycyjne kanapki, lekkie sałatki, słodkie przekąski czy może jeszcze coś innego?


buziaki 

i do przeczytania w następnym poście!

Asia