środa, 29 maja 2013

testujemy! L'Biotica Biovax Naturalne Oleje

Witajcie!


Dobrodziejstw do włosów nigdy nie za wiele :-) Własnie niedawno pisałam o dwóch nowych odżywkach, które włączyłam do pielęgnacji moich włosów. Parę dni temu dobra duszyczka przesłała mi kolejne produkty pielęgnacyjne do włosów.










odżywka i szampon - intensywna regeneracja




jak widzicie, w tej serii Biovax stawia na naturalne oleje. Dominują trzy: arganowy, kokosowy i makadamia. 


Póki co, nie miałam jeszcze okazji przetestować, ale już samo opakowanie wygląda bardzo obiecująco :-) 

jestem pozytywnie nastawiona, myślę, że to może być bardzo dobry produkt. 



Miałyście okazję testować? Jeśli tak, to podzielcie się spostrzeżeniami :-)



buziaki,


Asia 

niedziela, 26 maja 2013

byłam bardzo grzeczna....w rossmannie!

Cześć!

Od dwóch dni w blogosferze dominuje jeden temat - zakupy promocyjne w Rossmannie :-) Nie ma się co dziwić, 40% off to nie lada gratka i przykro byłoby z takiej okazji nie skorzystać. Muszę Wam przyznać, że jestem z siebie bardzo dumna - kupiłam jedynie niezbędne minimum, zero fanaberii :-)


ps. powiedzcie, ze jesteście ze mnie dumne, pliz :-)









tak jak widzicie, żadnych fajerwerków :-) z kolorówki nic, oprócz lakieru z Wibo. Oprócz tego dwufazówka z Ziajki, żel pod prysznic z Original Source (pachnie jak milkshake waniliowy) i micel z Eveline.
 
 

 
 
z takich odrobinę ciekawszych rzeczy, kupiłam sobie balsam ujędrniająco-brązujący z firmy Efektima. O dziwo, produkt ten nie podlegał promocji, zapłaciłam za niego 15,99 zł.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
i to by było na tyle - szybki i prosty post na temat :-)
 
a Wy zaszalałyście w Rossmannie? Udało się Wam upolować coś ciekawego?
 
pamiętajcie, że promocja obowiązuje do 29 maja.
 
 
do przeczytania,
 
 
 
buziaki
 
 
Asia


piątek, 24 maja 2013

garść inspiracji - literatura, muzyka, serial

hej, dzisiaj zapraszam na nietypowy post - choć jeśli spodoba Wam się taka forma, to z ogromną chęcią będę do niej powracać.


Dzisiaj mała dawka inspiracji kulturowych - będzie książka, trochę muzyki i serial.


  • LITERATURA


Zacznijmy może od tego, co podejrzewam, zainteresuje Was najbardziej (wnioskuję po częstych pytaniach dotyczących moich rekomendacji literackich, co nie ukrywam, niezwykle mi schlebia :-)


 

Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu. Myślę, że książka znana doskonale większości z Was. Czeski pisarz, czeska rzeczywistość, jednak zagadnienia bardzo uniwersalne. Czytałam tę książkę dwukrotnie, w skrajnie różnych etapach mojego życia. Powiem Wam, że to absolutnie fenomenalne jak bardzo odmiennie można interpretować tę samą książkę w zależności od tego jakiego rodzaju doświadczenia w danym momencie na nas wpływają. Człowiek się zmienia, jego percepcja, potrzeby i wrażliwość. A Nieznośna lekkość bytu to studnia bez dnia w kwestii interpretacji i odczytywania znaczeń.

Kundera w niemal filozoficzny sposób rozprawia się z pewnymi dychotomiami. Ciężkość i lekkość, seks i miłość, oddanie i niezależność. Dominantą i rudymentem całej książki jest, w moim odczuciu, konstatacja, że życie "przeżyte" ot tak sobie wcale życiem nie jest, a człowiekowi, który stroni od silnych, skrajnych, czasem "ciężkich" emocji,  wydaje się tylko, że żyje, lub właśnie doświadcza tej "nieznośnej lekkości". Wszystkie postaci skonstruowane są w sposób wielowymiarowy i bardzo przemyślany. Każda z tych osób, nawet pozornie prostolinijna Teresa, kryje w sobie głębie, jakąś pustkę, ekstremalne pragnienia. Sabina - niezwykle złożona, pociągająca, hipnotyzująca, moralnie dyskusyjna i na pewno nie czarno-biała "heroina" czeskiej powieści, to chyba moja ulubiona postać kobieca w całej literaturze w ogóle :-)

Są chwile uniesienia, chwile refleksji, chwile prawdziwych dramatów i rozczarowań. Myślę, że w tej książce jest wszystko, tak jak w prawdziwym, wcale nielekkim życiu ;-) Polecam gorąco!



  • MUZYKA

Nie lubię ograniczeń, a w muzyce to już w ogóle nie do zniesienia :-). Kiedy ktoś pyta mnie czego słucham, automatycznie odpowiadam, że rocka, bo faktem jest, że ten nurt muzyczny zwyczajnie dominuje moje preferencje, jednak z pewnością ich nie determinuje. Lubię Johna Coltrane'a, Boards of Canada, Acid Drinkers, turecki folk, Beyonce, Philipa Glassa i Wu-Tang Clan. Jak widzicie spektrum jest całkiem szerokie, ograniczeniom w muzyce mówimy NIE! 


Nie znam się na polskim hip hopie (może przy tej okazji, ktoś mi w końcu jasno wytłumaczy na czym polega różnica między hip hopem, a rapem?:-), ale psychodeliczny klimat Magika zawsze był mi bardzo bliski. Wielki szacunek dla tego człowieka, bo to prawdziwy artysta był! 





Gdyby - Paktofonika    <- zapraszam do przesłuchania, zwłaszcza trafia do mnie część rapowana przez Magika. 



Kolejnym objawienie muzycznym, ale o tym już wiecie doskonale, jest dla mnie Mike Patton. Frontman zespołu Faith no More i członek miliona innych muzycznych projektów (Mr. Bungle czy Tomahawk między innymi). Geniusz muzyczny, koneser, znawca, eksperymentalista i prawdziwy świr! 



Mike rozkosznie zajadający się pączusiem. Tutaj z Tomahawk. 

polecam do przesłuchania: God Hates a Coward - Tomahawk

jest głośno i z powerem, ostrzegam! :-) 


  • Serial
Jako absolutna Hitchcockowa maniaczka, nie mogłam przejść obojętnie obok tego serialu :-) Bates Motel to swego rodzaju prequel Psychozy Hitchcocka, osadzony w dość dwuznacznym czasie, bo ni to przeszłość ni to teraźniejszość - raczej mieszanka jednego i drugiego, co na początku nieco konfunduje. 






Podczas oglądania pierwszych odcinków miałam także mały problem z odtwórcą roli Normana. Aktor, który go gra wydał mi się nieodpowiedni i właściwie bardziej irytujący niż dziwny (a w końcu taki właśnie ma być pan Bates). Z biegiem czasu jednak, przekonałam się do Niego i myślę, że wraz z matką (graną przez jedną z lepszych aktorek ever!) tworzą wyjątkowy i bardzo niepokojący duet :-) 

dla wszystkich entuzjastek Hitchcockowej Psychozy, gorąco zachęcam do zapoznania się z serialem! 




To by było na tyle :-) Jesli przypadł Wam do gustu ten post, to proszę dajcie mi znać w komentarzach. Chętnie zrobię z niego regularną serię :-)


do przeczytania,

Asia

środa, 22 maja 2013

parę słów o kremie złuszczającym Sebo-Almond 10 % firmy Pharmaceris

Witajcie :-)


dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moim zdaniem na temat kremu złuszczającego z firmy Pharmaceris. Testuję ten produkt już od dawna i chyba czas najwyższy powiedzieć o nim parę słów, tym bardziej, że naprawdę na nie zasługuje.








Opis produktu (zaczerpnięty z wizaz.pl): 

Krem złuszczający z 10% zawartością kwasu migdałowego rekomendowany jest do specjalistycznej kuracji przeciwtrądzikowej. Dzięki specjalistycznie opracowanej recepturze krem rozjaśnia nieregularne przebarwienia powierzchowne i pozapalne. Polecany jest również do stosowania w celu zapobiegania i zmniejszenia oznak starzenia się skóry. Proteiny ze słodkich migdałów wygładzają naskórek, a skóra staje się świeża i wypoczęta.Produkt może być stosowany samodzielnie lub w dwustopniowej kuracji złuszczającej z kremem Sebo -Almond Peel 5%. Przy kuracji kwasem migdałowym w ciągu dnia zaleca się stosowanie kremów z filtrem zabezpieczającymi przed promieniowaniem UVA i UVB o SPF min.20. 

Skład: Aqua, Mandelic Acid, Butylene Glycol, Glycerin, Tromethamine, Isohexadecane, Dicaprylyl Ether, Cyclopentasiloxane, Cetyl Alcohol, Sodium Polyacrylate, Cyclohexasiloxane, Cetearyl Alcohol, Xanthan Gum, Methyl Glucose Sesquistearate, Ceteareth-20, Silica Dimethyl Silylate, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Seed Extract, Methylparaben, Parfum.

Cena: 40zł / 50ml








Szczerze Wam powiem,że już dawno nie byłam tak zadowolona z produktu przeznaczonego do pielęgnacji buzi. Dla osób z cerą problematyczną, borykającą się z krostkami i zaskórnikami sprawdzi się znakomicie.

Plusy: 

- widoczne złuszczanie cery

- wygładzenie i rozjaśnienie cery, następnego dnia buzia naprawdę wygląda lepiej

- skuteczna walka z zaskórnikami i krostkami

- nie zapycha porów, wręcz przeciwnie - oczyszcza

- goi powstałe zmiany trądzikowe

- łagodny, nie uczula

- wydajny (BARDZO)

- neutralny zapach (na szczęście nieperfumowany)

- fajna, silikonowa konsystencja - krem szybko się wchłania i nie pozostawia na skórze tłustej powłoki

- bardzo funkcjonalne opakowanie z pompką.

- cena proporcjonalna do gramatury, ani za wysoka, ani za niska



Minusy (jest ich bardzo niewiele):

- konieczność stosowania wysokiego filtra (pamiętajmy, że krem stosujemy wyłącznie na noc, a w czasie dużego nasłonecznienia zupełnie rezygnujemy z jego aplikacji)

- niestety nie ograniczył wydzielania sebum


... i to by było na tyle. Produkt jest właściwie pozbawiony wad. Na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie, chociaż zbliża się lato, a wiadomo, słońce i kwasy w parze razem nie idą - pamiętajcie o tym!!!


stosowałyście kiedyś ten produkt?

a może macie równie dobry zamiennik?


buziaki,


Asia

piątek, 10 maja 2013

uwaga - BUBEL, Rimmel Gel Eyeliner

Hej!


Eye-linery to moja słabość. Nawet kiedy mam już swój typ, odczuwam imperatyw wewnętrzny by nadal poszukiwać, nadal testować... taka już chyba natura blogerki ;-)


Wiece, że bardzo lubię liner z Wibo (ten w kałamarzu), ostatnio odkryłam też równie fajny z Maybelline (w słoiczku, z pędzelkiem). Niestety nie zawsze jest tak, że wpadają nam w ręce fantastyczne produkty godne polecenia, czasem natkniemy się na buble (i to też nierzadko z polecenia :-) -> pamiętajmy, że to co sprawdza się u jednych, nie zawsze sprawdzi się u nas.


Tak własnie wyglądała sprawa z wodoodpornym eyelinerem z Rimmela, na który skusiłam się po obejrzeniu ulubieńców u Szusz. Pamiętam, że Weronika bardzo pochlebnie wypowiadała się o tym produkcie, a że cenię sobie Jej opinię, to zdecydowałam się na zakup.






produkt Rimmela to dokładnie tusz do kresek w żelu. W pakiecie mamy ok 2 gramów za mniej więcej 30 zł (więc dość dużo). Jak dla mnie konsystencja jest bardziej kremowa niż żelowa, ale nie to stanowi największy problem.





oprócz samego produktu, dostajemy także pędzelek (wbudowany w opakowanie). Pędzelek jest bardzo fajny, dość twardy, ale nie sztywny -  pozwala na wykonanie precyzyjnej kreski. Aplikacja również nie stanowi tutaj problemu :-)


Zatem....dlaczego bubel?


przede wszystkim, mimo, że zarówno na opakowaniu jak i wewnątrz produkt opisany jest jako eyeliner CZARNY, to na powiece wygląda na grafitowy...albo wypłowiały czarny - dla osób lubiących wyrazistą, smolistą kreskę efekt jest bardzo rozczarowujący. 


producent zapewnia, że forma żelu gwarantuje nam intensywnie napigmentowaną czerń. YYYYYY, no chyba nie :-) 




kolejnym minusem jest to, że liner bardzo długo wysycha. Jeżeli zależy Wam na tym aby wykonać szybki makeup, musicie liczyć się z tym, że produkt może odbić się Wam w miejscu załamania powieki (jeżeli np. mrugniecie). 


No i ostatnia rzecz, dla mnie właściwie ostatecznie dyskwalifikująca ten produkt (bo o ile wypłowiałą kreskę mogę podrasować, a i od mrugania na jakiś czas potrafię się powstrzymać, to na to niestety nie mam wpływu). Chodzi o trwałość produktu. Absolutnym kuriozum jest fakt, że produkt, wg producenta, jest wodoodporny - mnie wodoodporne tusze czy linery kojarzą się czymś nie do zdarcia. W tym przypadku jest tak, że po godzinie liner odbija się na dolnej powiece, ściera się i sukcesywnie znika z powieki. Dramat. 



jednym słowem (a nawet dwoma) - NIE POLECAM. Dla mnie to trzy dychy wyrzucone w błoto. Liczę dni aż w końcu go wykończę i z wielką satysfakcją wyrzucę. 


A Wy miałyście ten liner? jakie wrażenia?

buziaki,


Asia

środa, 1 maja 2013

smuteczek...

Cześć!


wiecie na pewno doskonale, że mam niezłego świra na punkcie toreb. Uwielbiam, kolekcjonuję, noszę i zmieniam bardzo często. Zdarza mi się tak, że to własnie torba stanowi główny punkt stroju, a reszta - czyli ciuchy i dodatki to tylko tło.

Tak było również w przypadku tej cudownej torby z Topshopu. Zachwyciło mnie w niej absolutnie wszystko (no może za wyjątkiem ceny, kosztowała ponad 200 zł.). Kolor, faktura, forma, kształt -mega.

Mam kilka rzeczy z tego sklepu, kupuję w nim wyłącznie okazyjnie. Raz, że drogo, a dwa, że sklep mieści się tylko w Warszawie. Przeważnie na jakość nie narzekam, ale tym razem jest niestety inaczej...



z samą torbą nic się nie dzieje. Wszystkie zarysowania i zagniotki, w moim odczuciu, dodają jej charakteru, przez co staje się jeszcze bardziej "vintage". Problemem, który niestety dyskwalifikuje większość jej zalet jest ustawicznie psujący się zamek. Torba, która jest wiecznie otwarta nie nadaje się do użytku, parę dni temu prawie wypadł mi z niej telefon :-(





od lutego (bo wtedy ją kupiłam) torba zdążyła popsuć się już 3 razy. Dwa razy byłam u kaletnika, pan powiedział mi, że następnym razem wymieni mi cały pasek (suwak), bo wymiana zamka nic nie daje. Powiedział też, że będzie problem z dobraniem suwaka, bo kolor jest bardzo nietypowy, więc pewnie będę zmuszona połazić po pasmanteriach, lub poszukać w sklepach internetowych. 


jestem zła, bo naprawdę lubię tę torbę!!!


pisałam już o moim problemie na facebooku, dziewczyny wspomniały o reklamacji. W moim przypadku nie jest to możliwe, bo sklep mieści się w Warszawie, a żeby daną reklamację rozpatrzyć, niezbędne jest dostarczenie im "fizycznie" torby. 


Jestem w kropce.



pozdrawiam Was ciepło mimo wszystko i udanej majówki życzę :-)


kiss,

Asia