poniedziałek, 23 września 2013

wracamy do korzeni, czyli odkurzam moją paletkę MAC :)



Pisałam już na facebooku, że tak się jakoś złożyło, że totalnie zapomniałam o mojej paletce z Maca. Skoncentrowałam się wyłącznie na cieniach Inglota i Catrice (które obecnie należą do moich ulubionych), a to, co (nie ukrywam) było kiedyś moją małą obsesją, poszło w odstawkę.


Czas to zmienić! 





a oto moja wesoła gromadka. Dwa cienie, tzn pierwszy brąz od lewej i turkus z pierwszego rzędu, to Ingloty, reszta to cienie Mac. 


Moimi zdecydowanymi ulubieńcami i cieniami, za którymi chyba najbardziej się stęskniłam (jakkolwiek idiotycznie to nie brzmi:D), są te oto: 




Scene! według mnie jeden z najciekawszych Macowskich cieni. Matowy gołębio-popielaty grafit. Wygląda pięknie w załamaniu - bardzo klasycznie i dużo lżej niż brąz. Ładnie komponuje się z różami. Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim odcieniem, niby prosty, a jednak niezwykły. 





Kolejny cień, który niegdyś używałam wręcz nałogowo to Crystal. Pięknie rozświetlający lawendowy kolor z jasną, delikatną poświatą. Zawsze decydowałam się na niego kiedy chciałam subtelnie podkreślić spojrzenie. Do tego kreska i wytuszowane rzęsy, nic więcej. Uważam, że to taki cień, który najpiękniej prezentuje się solo. 




W tym przypadku, nie ma za bardzo do czego wracać :-) Satin Taupe kochałam namiętnie i to widać! To chyba mój ulubiony cień z Maca, choć wiem, że ma sporo całkiem udanych zamienników (np. z Inglota). Myślę, że kiedy tylko nadarzy się ku temu okazja, to kupię go ponownie :-)





Naked Lunch to kolejny klasyk (nie tylko dlatego, że nazwa pochodzi od powieści W. S. Burroughs'a, którą miałam zresztą okazję czytać:-) Razem z Satin Taupe tworzą niezwykły tandem i są zawsze bezpieczną i dobrą opcją na każdą okazję. W tym przypadku jednak, znalazłam bardzo fajny odpowiednik z Inglota i myślę, że powrotów do Naked Lunch nie będzie :)


Tak oto prezentują się moje zapomniane skarby. Pytacie często czy nie żałuję (bo nie oszukujmy się, ta paletka była niemałą inwestycją) i czy w ogóle jest sens wydawać kasę na cienie Mac, kiedy mamy łatwo dostępnego, dużo tańszego i równie jakościowo dobrego Inglota w zasięgu ręki. 


Szczerze mówiąc, fakt, że posiadam tę paletkę jest niewątpliwie efektem mojego wielkiego youtubowego szału, który ogarnął mnie na początku tej przygody. Dzisiaj, podejrzewam, nie zdecydowałabym się na tego rodzaju inwestycje, mam inne priorytety (to raz), a dwa, racjonalizując kwestie cieni do powiek - Inglot w pełni zadawala moje potrzeby. 

Mac to fantastyczna firma, nie zawiodła mnie żadnym produktem. Według mnie królują w produkcji róży do policzków i podkładów. Cienie są równie dobre, ale chyba sam fakt, że o nich zapomniałam, może świadczyć o tym, że NIE są niezastąpione :)



buziaki,

Asi

środa, 18 września 2013

Korektor w kremie Wake Up firmy Manhattan - recenzja!



Dzisiaj parę słów odnośnie korektora/rozświetlacza pod oczy z firmy Manhattan. 


Korektor w kremie WAKE UP: Pozwala znowu błyszczeć zmęczonym oczom. Do tuszowania podkrążonych oczu i lekkich zaczerwienień. Z pigmentami odbijającymi światło. Wystarczy nałożyć i rozprowadzić równomiernie. 















Moja opinia:


Myślę, że następujące zdanie najlepiej podsumowuje to z jakim produktem mamy do czynienia: rozświetlacz - TAK, korektor - NIE. 


Niestety, jeżeli borykacie się z bardzo intensywnymi cieniami pod oczami, ten produkt nic Wam nie da. Jest bardzo delikatny, ma lekką konsystencję, która nie podkreśla małych zmarszczek wokół oczu, fajnie, równomiernie się rozprowadza, jednak NIC nie zakrywa.

Rozświetlenie - fakt, oczy wyglądają promiennie, zdrowo, drobinki odbijają światło. Ja wybrałam odcień nr 1 i jest dla mnie ociupinkę za jasny, natomiast myślę, że dla osób z porcelanową cerą będzie idealny, nie tylko jako korektor pod oczy. 


Ogromny plus za aplikator (nie trzeba dziabać paluchem:),  uważam, że cena również nie jest powalająca - zapłaciłam za niego ok 20 zł (8 ml.), a jest bardzo wydajny. 


Ogromny minus to zdecydowanie chemiczny zapach. Dla mnie nie do zdzierżenia, całe szczęście, że to nie produkt do ust. 



Podsumowując, produkt zdecydowanie NIE do zadań specjalnych, jest lekki, mało kryjący, ale ładnie rozświetlający spojrzenie. 

Lubię go używać i robię to w miarę regularnie, choć na pewno nie w kryzysowych przypadkach, czy nieprzespanej nocy.




To by było na tyle, używałyście kiedyś tego korektora? macie swoich faworytów? 



buziaki,

Asia



poniedziałek, 16 września 2013

...pyszności ciąg dalszy! moja pierwsza uczta w restauracji sushi.

jeśli o sushi chodzi, jeszcze parę dni temu nie nazwałabym się entuzjastką tej potrawy. Byłam zrażona, po tym jak wiele lat temu byłam na sushi z mamą i była to najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadłam.


Przez wszystkie te lata, nawet przez myśl mi nie przeszło aby sushi spróbować ponownie, mimo zapewnień wielu moich znajomych, że naprawdę warto!


i tak oto, przemogłam się w ostatnią sobotę, wybrałam się z przyjaciółkami i nie żałuję ani jednego kęsa!









nie powiem Wam dokładnie co jadłyśmy, bo w tej kwestii jestem kompletnym laikiem. Na pewno na początku był imbir z odrobiną wasabi. Bardzo pikantny i chyba najmniej przypadł mi do gustu. 

Była tempura, mak z miecznikiem i łososiem+awokado. Do tego duuuuuużo sezamu, który mogłabym pochłaniać tonami :) Była także pyszna zielona herbata z ziarenkami ryżu i oczywiście sos sojowy, który fajnie podkreślał smak dania. 


Podsumowując, było naprawdę mega smacznie. Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać mojej kolejnej wizyty w barze sushi. 


wszystkim niezdecydowanym czy uprzedzonym, bardzo gorąco polecam! 

niedziela, 15 września 2013

coś dla łasuchów!

robi się coraz zimniej, ochota wychodzenia na zewnątrz właściwie żadna.... niestety! natomiast ochota na pyszności rośnie... oj rośnie ! :P


kawa to rytuał (a że mam ekspres to przyjemności sobie nie szczędzę), ciacho do kawy to raczej opcja i raczej na niedzielę :)



malinowe z galaretką, moje ulubione!



kolejną pychotką (ale to już dla starszych osób:) jest likier pomarańczowy z aromatem tequili. Kupiłam go w Lidlu, za 20 zł, tanio i pysznie! jeśli ktoś lubi takie smaki :) (na jesień idealny!) 



kawę z ekspresu pijam przeważnie czarną, czasem ze spienionym mlekiem (ale tylko wtedy kiedy chce mi się taką robić:D) Jakiś czas temu, upolowałam (również na przecenie, za ok 7 zł) Irish Cream w Tesco. Jeśli mam ochotę na kawę na słodki, dolewam sobie odrobinę. Smakuje wybornie :-) 



a Wy jak umilacie sobie ten jesienny czas? :)


buziaki,


Asia

wtorek, 10 września 2013

nowa naszyjnikowa obsesja :-)



  



 Jeśli śledzicie mnie od dawna, wiecie doskonale, że mam słabość do pięknych naszyjników. Swego czasu oszalałam absolutnie na punkcie żółtego naszyjnika z Zary, nosiłam go prawie codziennie, do prawie wszystkiego :) Niniejszym pragnę zaanonsować, iż rzeczony naszyjnik został zdetronizowany przez swojego godnego następce - moje nowe cudo z Bershki: 












naszyjnik jest fantastyczny, bo wbrew pozorom nadaję się do wszystkiego. Wygląda fajnie do eleganckiego stroju, natomiast  z"casualowego" zwyklaka jest w stanie wyczarować coś naprawdę ciekawego. Takie akcesoria właśnie uwielbiam! 

naszyjnik pochodzi z limitowanej kolekcji, kupiłam go będąc w Barcelonie. 


przypadł Wam do gustu?


buziaki!

Asia

czwartek, 5 września 2013

YES to YES, czyli piękny pierścionek z nowej kolekcji marki biżuteryjnej YES.


Czasem tak mam, że zakochuję się od pierwszego wejrzenia. Bum i po sprawie, trafia mnie :-) 

tak było również w przypadku mojej nowej zdobyczy - srebrnego pierścionka z kolekcji Studio Y, marki YES. 


nie uważacie, że minimalizm w połączeniu z geometryczną formą potrafi być szalenie intrygujący? :-) 

pierścionek wykonany jest ze srebra (choć na początku myślałam, że jest ze "stali", ma taki fajny industrialny sznyt), a w środku umieszczony został mały kryształ Swarovskiego) 





















i jak, podoba się Wam?

ja muszę przyznać, że dawno tak nie ześwirowałam na punkcie biżu, niby prosty, niby nic niezwykłego, a jednak cały czas na niego spoglądam i buzia mi się cieszy :-)


Oprócz kwadratów, w kolekcji Studio Y znajdziecie także kwiatki, serduszka i kształt koła. Jak dla mnie, od razu wygrał kwadracik i chyba najlepiej prezentuje się na palcu. :-)


kosztował 129 zł.



buziaki,


Asia

poniedziałek, 2 września 2013

najgorszy najdroższy błyszczyk, jaki kiedykolwiek kupiłam.

Hej,


nigdy nie wychodziłam z założenia (a wiem, że wiele osób to praktykuje), że na blogu pokazuje tylko dobre produkty, w pełni spełniające moje oczekiwania. Jeśli trafia mi się jakiś bubel, to na pewno o tym napiszę, sorry za czarny PR, ale life is brutal i już!


Dzisiaj parę słów o błyszczyku Shiseido ( marka, którą bardzo lubię i cenię), a dokładnie o mazidle do ust - The Makeup Lip Gloss, w odcieniu Apricot Nectar.



 




Tak jak już wcześniej wspomniałam, markę Shiseido lubię (miałam okazję testować ich podkład i cień do powiek - byłam bardzo zadowolona!), jednak w przypadku tego produktu użytkowanie jest absolutnie katastrofalne. Ponad 100 zł wyrzuconych w błoto. 



  • Pierwsza rzecz, która sygnalizuje, nam że coś jest tu nie tak, to fakt, że producent pisze na opakowaniu, że sprzedaje nam LIP GLOSS. Mazidło z lip glossem nie ma absolutnie nic współnego, nie daje najmniejszego blasku na ustach. Wargi wyglądają tak, jakbyśmy wtarły w nie wazelinę za 5 zł. 



  •  Z tym wyjątkiem, że wazelina natłuści nam usta, ten "błyszczyk" po prostu jest, nie robi nic. 



  • To, że "jest" na ustach też jest sporym nadużyciem. Wystarczy dwa razy oblizać usta (o jedzeniu czy piciu nawet nie wspominam) i produkt znika w tempie ekspresowym. 

  • Okropny, chemiczny zapach i posmak w ustach. BLE.

  • Apricot Nectar? dobre sobie :-) osoba, która wymyślała tę nazwę była chyba na haju. Błyszczyk jest właściwie bezbarwny, koloru nie daje żadnego, jedynie bardzo, BARDZO delikatne ciepławe wykończenie, w gruncie rzeczy niezauważalne (za to samo opakowanie ma piękny kolor soczystej moreli). 

  • Jest niewydajny i bardzo drogi. Cena nieproporcjonalna do jakości. 

Jedyne plusy to: opakowanie, bardzo wygodny aplikator i brak efektu sklejania ust (a to niestety mankament wielu błyszczyków). 




Jednym słowem - katastrofa. 


bardzo NIE polecam. 



macie na swoim koncie takie wpadki? drogie buble? 

oby było ich jak najmniej!


buziaki,


Asi